Zaprzeć się samego siebie

Zaprzeć się samego siebie

„Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bo­wiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?” Mt 16, 26

    Albo zginiesz bez Boga, albo Cię zabiją (zostaniesz ukrzyżowany) – takie zdanie powiedział mi mój kolega, kiedy rozmawialiśmy na temat tego fragmentu. Nie ma innej drogi…, Wniosek jest następujący – nie da się żyć Ewangelią wybierając z niej tylko to, co przyjemne. Dobra nowina, która dana została człowiekowi, wnosi w swoją treść również rezygnację. Chcesz, cieszyć się obietnicą – NAWRÓĆ SIĘ. Nawrócenie – zawsze zakłada zmianę, a ta sama w sobie jest już krzyżem. „Zaprzeć się” – jest więc niczym innym jak umiejętnością rezygnowania – zapierana się tego wszystkiego, co było przedtem, co odciągało mnie o doświadczenia – wspomnianej – Dobrej nowiny. Nie da się być gdzieś pośrodku. To już zresztą wiele razy pisałem. Walka więc toczy się o życie na tym świecie i o życie wieczne – o zbawienie. Dlatego nie dziwi fakt, że Ci co zrozumieli sens Bożej obietnicy postanowili wzgardzić światem, a nawet swoim życiem. Tu nie chodzi o to, że celowo wystawiali swoje życie na próbę czy śmierć, ale o to, że przygotowywali się do ewentualnej ofiary z samych siebie, jeśli byłaby taka potrzeba. Gdyby zaszła konieczność decydowania, to wybraliby życie duszy. Wydaje się, że na takie sytuacje człowiek narażony jest w sytuacjach ekstremalnych, co do końca nie jest prawdą. Nie wszyscy muszą stawać przed wyborem – życia lub śmierci dla wiary. A co jeśli, człowiek w swoim życiu tego uniknie i dość łagodnie dożyje wieku sędziwego? Chciałoby się powiedzieć – co daj Bóg! W tym przypadku jestem skory powiedzieć, że wcale nie oznacza to, iż wszystko musi być ok. Może się okazać, że dusze uśmiercamy stopniowo, właśnie nie wypierając ze swojego życia błędów. Nie nawracając się. Nie oznacza to oczywiście, że osoby w wieku sędziiwym, które nie musiały dokonywać spektakularnych wyborów, stopniowo oziębiły dusze. Raczej chodzi o to, że mogą takie osoby czasami tracić czujność, uważając, że wszystko jest ok – „przecież nikogo nie okradem, zabiłam, a i do kościoła chodzimy”. Oziębić duszę- to dojść do wniosku, że wszystko jest wporządku i co za tym idzie – nie potrzebuje się już nawrócenia czy zmiany.

      Są jednak ludzie, którzy nie myślą w tych kategoriach. Raczej chcą spokojnie przeżyć to życie, we wzglednym dobrobycie. Takie myślenie nie musi być złe – chodzi o to, aby zbytnio nie polegać na dobrach świata. można zadać sobie pytanie – jaki pożytek będzie z tego, gdyby jednak człowiek zaufał temu wszystkiemu, co co tzw. świat uważa za cenne – ekonomii, nauce, sprytowi, sile fizycznej, urokowi? Czy będzie mu lepiej? Okazuje się, że i tutaj nie ma reguły. Są ludzie, którzy osiągnęli bardzo wiele w owych dziedzinach – jesli tak można je nazwać – a pokoju nie zaznały, a są i tacy, którzy w swojej roli czują się świetnie. Ci, którzy znoszą niepokój – już doświadczają jakiegoś krzyża – i widzą, że coś w ich życiu jest nie tak!? Wynika z tego, że człowiek wybiega ponad to, co ziemskie! Jest bowiem również stworzeniem duchowym. Nie da się tego co duchowe wrzucić do lamusa. Jeśli więc duch w nas istnieje i reaguje jak ból brzucha przy zatruciu, czy ból głowy przy migrenie – to trzeba o niego zawalczyć bo jest powołany do istnienia wiecznego. Co jeśli chodzi o tych drugich? Tutaj reguły nie ma – może na chwilę obecną, rzeczywiście w ich życiu jest wszystko ok – choć i tak prędzej czy później będą musięli stanąć przed dylematem rezygnacji. Przecież śmierć jest nieuchronna – wtedy będą się zmagali z cięższym krzyżem rezygnacji – który nazywa się – NAWRÓCENIE.