Widzieć i trwać w ciemności

Widzieć i trwać w ciemności

„Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie:
«Widzimy», grzech wasz trwa nadal”. J 9, 41

To fragment ewangelii – który opisuje uzdrowienie niewidomego od urodzenia. Przed nami bohater, który żyje w ciemności… Ów brak widzenia nie dotyczy wyłącznie ciała. W Piśmie Świętym – choroba ciała ściśle łączy się z chorobą ducha. Mamy więc przykład osoby, która od dziecka, nie doświadczała światłości. Już samo wyobrażenie takiego życia, przyprawia mnie o dreszcze. Do takich ludzi można zaliczyć tych, którzy od dziecka uważani są za niepotrzebnych, niekochanych, słabych, odtrąconych czy przetrąconych życiem… Być „śmieciem” dla świata… Co musi się wydarzyć, aby zobaczyć życie w innych barwach? Aby ono nabrało radości i pokoju? Raz oglądałem świadectwo jednej kobiety. Opisywała, życie pewnej bardzo młodej dziewczyny, która w wyniku gwałtu zaszła w ciążę. Mimo wielu nacisków ze strony bliskich postanowiła urodzić dziecko. Po urodzeniu oddała je do adopcji. Dziecko trafiło na wyjątkową rodzinę… było ono jednym z kilku  adoptowanych… Po długim czasie to dziecko zrozumiało, że to co zrobiła ta matka, było najlepszym rozwiązaniem, jakie mogła wtedy podjąć. Zajęło to wiele lat. Dziś owa kobieta, która opisuje tę całą historię mówi, że dziecko, które zostało oddane do adopcji, było nią. Dziecko z bagażem… – po gwałcie, odrzucone – a jednak pokochane przez innych. Dziś owa kobieta, która jest już dorosłą osobą jest gotowa powiedzieć – dziękuję Ci mamo, że mnie nie zabiłaś… Piszę to świadectwo w kontekście ślepoty – można całe życie zastanawiać się nad wydarzeniami, które dotknęły naszego życia i ich nie rozumieć. Jednocześnie wierzę, że w życiu dzięki ufności Bogu, można doświadczyć uleczenia. Bóg może wyprowadzić każdego człowieka z tego wszystkiego, co doświadczyło się w przyszłości jako zło, co może było czymś niezrozumiałym. Owa światłość, która przynosi nam nieoczekiwane rozwiązanie, ma swoje źródło w Bogu, który mimo różnych kolei życia – ma wobec nas plan. Patrząc w ten sposób na swoje życie, jestem w stanie dziękować Mu nawet za wielkie nieszczęście, bo ono w końcu doprowadziło mnie do poznania Go. Ale są w świecie tacy, którzy mówią że „widzą” – czyli uważają, że wszystko rozumieją, mają swój plan na życie, nie liczą się z nikim, uważają, że Boga znają, lub im na Nim nie zależy. Ogólnie uważają, że nic im nie brakuje, że bez Boga nawet lepiej im się żyje… Są widzący a jednak ślepi, bo pokładają ufność w sobie. Obleczeni są pychą i nie są zdolni do przyjęcia niczego, co nie zgadza się z ich poglądami. Do tych widzących mogą też należeć ludzie Kościoła – którzy doszli do wniosku, że już Boga poznali, nic ich nie może zaskoczyć, a jeśli tylko coś wyjątkowego się pojawi, są chętni, aby wszystko zanegować. Z jednej strony wierzą, a z drugiej potrzebują dowodów, sprowadzając wiarę tylko i wyłącznie do jakiejś dziedziny nauki. Bóg staje się tylko przykrywką do realizowania swoich planów i ambicji. Ci niby widzą, ale ciągle są ślepi… Do ich serca Bóg ma trudny dostęp. Obwarowali je swoją pewnością, że wszystkiego już zasmakowali…