Wakacyjny "triathlon"

Wakacyjny „triathlon”

     Wakacje, wakacje i po wakacjach… Niektórzy już zaczynają mówić byle do następnych… Ktoś może powie – kto miał wakacje, to miał! Nie wszyscy mogą się cieszyć urokami przepięknych krajobrazów i ewentualnie dobrą pogodą. Zresztą – to wszystko zależy od tego gdzie się jest. Ważne – aby jeśli to jest tylko możliwe nabrać nowych sił do ewentualnej pracy i nowych zadań. Myślę, że po czasie urlopowym nikomu ich nie brakuje. Ale wracając do wakacji – stwierdzam, że to dobry okres, aby poznać świat i ludzi. Cieszę się, kiedy są one spędzane właśnie w tym duchu. Wtedy dają szerszy ogląd rzeczywistości, która nas otacza, a nie zawęża sie wyłącznie do pracy i miejsca zamieszkania. Jednak jak wszędzie i tym razem można zauważyć coś, co dla niektórych bywa niebezpieczne.

      Miałem okazję w tym roku być 5 dni w Hiszpanii na Majorce – po cenach promocyjnych okazało się, że ten pobyt wyszedł mnie niewiele drożej, niż wyjazd nad nasze morze Bałtyckie. Nie chodzi mi o to, aby zniechęcać do krajowych wyjazdów, ale rzeczywiście pogadę tam ma się gwarantowaną – u nas nie zawsze. Ale wracam do tematu – jeden z moich kolegów powiedział, kiedy wracaliśmy z wyjazdu – „jak się patrzy na zachowanie wielu osób w tym miejscu to nie dziwi stwierdzenie – to co robisz na Majorce – pozostaje na Majorce”.  Wiele osób jedzie tam nie tylko odpocząć w sensie plażowania, zwiedzania, a nawet jedzenia. Częto takie miejsca stają się okazją do tzw. „puszenia” życia z „hamulca” pewnych norm, które u fundamentów mają kwestię moralną. W kraju próbujemy być przykładni i bardzo ułożeni – a na czas urlopu i wyjazdu, zapominamy o tym! Jakby moralność kończyła się, tuż za granicą danego kraju. Co najlepsze, już wtedy nie świeci się przykładem, ale anty-przykładem. Jakby moralność była uwarunkowana granicą. Nie dotyczy to oczywiście tylko granic kraju. Wstarczy, że wyjeżdrza się z domu rodzinnego, i już mogą popuścić wodze fantacji…

      Jak łatwo iść za tym, co emocjonalne – zapominając o rozsądku i umiarkowaniu. Nie dziwi mnie więc napiś na jednaj z rakietek, którymi grano nad brzegiem morza, że na Majorce uprawia się triathlon DRINKING+EATING+FUCKING – no przecież jedzie się tam odpocząć i zapomnieć o troskach dnia codziennego. Oczywiście nie chcę oskarżać wszystkich, przecież można ten czas spędzieć bardzo twórczo – nie idąc za tymi dość widocznymi i głośnymi  propozycjami. Przyznam jednak, że nie jest łatwo pójść pod prąd. Świetnie gdy jedzie się z ludźmi, którzy budują pewnien klimat – z jednej strony radości, śmiechu i owego umiarkowania. Gorzej, gdy ma sie współtowarzyszy, którzy ów element mortalny zarzucają na granicy – wtedy nie ma się co dziwiwć, że nawet najsliniejsi mogą stanąć przed niebezpieczeństwem grzechu i upadku. Dziękuję tym wszystkim osobom, które spędziły swój wolny czas – gdziekolwiek na świecie – nie zapminając o tym, że wakacje, to też czas dawania świadectwa. Dziękuję rówież i tym, z którymi mogłem ten czas przeżyć w pokoju 🙂