W ostatniej chwili

W ostatniej chwili

Kolęda jest dla mnie skarbnicą przepięknych historii. Oto jedna z licznych, które usłyszałem:

Jedna z pań, która jest już w podeszłym wieku i po wielu zabiegach – również onkologicznych (jak to stwierdziła jej córka, dziwi się, jak wiele można z człowieka usunąć, aby ten jeszcze mógł żyć) – ciągle angażuje się w dzieła wolontariackie. Wiek i choroby jej w tym nie przeszkadzają. Opowiada, że bardzo lubi chodzić na dział paliatywny – spotykając się z osobami, którym zazwyczaj niewiele życia zostało. To daje jej radość, że może jeszcze coś zrobić, dla tych osób.

Pewnego dnia – jakaś kobieta – poprosiła ją o to, aby poszła do bardzo chorego ojca. Jednocześnie zaznaczyła stanowczo, aby nie zdradziła wiadomości o tym, że nie ma już dla niego żadnego ratunku – bo umiera. Nasza bohaterka – poszła zobaczyć się z tym mężczyzną. Ten ucieszył się, że ktoś go odwiedził. Po chwili rozmowy, kiedy zobaczył, że można tej pani zaufać – powiedział – „Ja wiem, że już odchodzę z tego świata – ale nie chciałbym, aby moja córka się o tym dowiedziała”….

Pani wyszła skonsternowana z tego spotkania… Długo się zastanawiała, co zrobić… Oboje przecież wiedzą o stanie mężczyzny – a mimo wszystko, ukrywają to.  Przy następnym spotkaniu – poprosiła córkę – i przy umierającym powiedziała – „Myślę, że to już pora abyście sobie wszystko powiedzieli – bo nie ma już czasu”. Owa kobieta zdenerwowała się – „Jak pani może tak mówić….!?” – ona na to – „I pan i pani jesteście świadomi, że czas jest krótki – po co kryć przed sobą to, co już wiecie… warto ten czas wykorzystać na pożegnanie… Proszę porozmawiajcie ze sobą…”

Po jakimś czasie przyszła do niej owa kobieta i podziękowała jej za to, że im pomogła w tym trudnym czasie – powiedzieć sobie wszystko, że ich przynagliła do tego aby się pożegnać… Nigdy by sobie nie wybaczyła, gdyby tego nie zdążyła zrobić…

Ta cała historia – przypomina mi książkę E. Emmanuela Shmita – „Oskar i Pani Róża”… Uświadomiłem sobie, że ta historia z książki – jakby w pewnym wymiarze powieliła się w realu… Ta starsza pani – nazwę ją – pani Róża – mimo swoich dolegliwości – przyczyniła się do kolejnego dobra na świecie.

To nie jest dobro tylko dla wyżej wymienionych – to również cenny dar dla mnie. Kocham ludzi, którzy nie „biadolą” nad swoją nędzą – ale mimo wszystko – czynią dalej dobro. I ten uśmiech oraz radość – z jaką to opowiadała – tego się nie da opisać… Dzielę się tym, bo może i ta historia będzie dla kogoś darem…?

Panie proszę o więcej takich ludzi na mojej drodze… i proszę o to, abym ze wszystkimi przed swoją śmiercią zdążył się pożegnać.