Uwaga - TRĘDOWATY na drodze!!!

Uwaga – TRĘDOWATY na drodze!!!

„Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.” Mk 1,45

I po co, było się narażać i czynić cuda?! Tak można skomentować jedno z wielu cudownych uzdrowień.

Ale może od początku – aby wszystko jakoś zrozumieć.

Jezus spotyka na drodze trędowatego. To spotkanie wydaje się jakby nie było zamierzone. Wynika to niejako z kontekstu. Jezus po uzdrowieniu teściowej Piotra – modli się na osobności. Później sam Piotr z towarzyszami Go odnajdują – gdzie po chwili następuje dialog – „Wszyscy Cię szukają” – na co Jezus odpowiada – „Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem”. I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.

Ci szukający Jezusa – to ci, którzy usłyszeli o cudzie nad teściową. Można wnioskować, że część z nich przyszła z ciekawości, aby zobaczyć „uzdrowiciela”, część pewnie przyszła po to, aby i ich uzdrowił. Co ciekawe Jezus nie idzie do nich. Jakby przeczuwał, że nie szukają tego, co powinni. Jakby Jezus wiedział, że przyszli dla sensacji lub cielesnego uzdrowienie. Jezus tam nie idzie – nie jest niczyją własnością. Nie da się go oswoić. Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest stwierdzenie – „Pójdźmy gdzie indziej,… abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem”. I To jest główny cel Jezusa – On chce głosić DOBRA NOWINĘ, która będzie miała swoje uprawomocnienie w krzyżu. Jego głównym celem nie są owe cudowności, które ludzi pociągają. Często przecież wiara może się na nich zatrzymać.

Wracamy więc do trędowatego, który jakby niespodziewanie pojawił się na drodze Chrystusa – z podobnym problemem, który mieli pewnie Ci, co przyszli do teściowej Piotra. Może było i tak, że sam trędowaty był gdzieś w drodze, ku Chrystusowi. Mniejsza o to, znalazł Tego, który mógł go oczyścić z trądu. Najciekawsze jest to, że Chrystus pomimo tego, że cel ma inny, zatrzymuje się przy tym człowieku. Uzdrawia go i odsyła do kapłana – aby ten stwierdził uzdrowienie. Wyczuwam – tutaj jakby pośpiech Jezusa, który chce dość szybko dotrzeć na miejsce – gdzie ma głosić Wielkie Orędzie Bożej miłości. Chrystus daje też uzdrowionemu bardzo stanowczy nakaz – nie mów o tym nikomu!

Dlaczego Jezus to robi?

Jedna z podstawowych wersji jako odpowiedź na powyższe pytanie jest ta, że Jezus nie chce, aby Go utożsamiano tylko z uzdrowicielem – jest to tzw. sekret Mesjański. Jezus chce, aby chwałę Boga odkryto w krzyżu. Moim zdaniem pojawia się jeszcze jeden powód. Osoba, która dotyka trędowatego – sama staje się nieczysta. Co za tym idzie, ktoś kto rozpowiada, że Jezus się mnie dotknął i mnie uzdrowił demaskuje Go. Jezus nie może wejść do miejsca, do społeczności, która odrzuca trędowatych i chorych. Tam Go nikt nie wpuści. A szczególnie do synagogi. Dlatego Jezus musi pozostać na pustyni, aby wszyscy widzieli, że nie został skażony. To był czas oczyszczenia! Co najciekawsze, Jezus nie doświadcza wtedy samotności – ponieważ „ludzie zewsząd schodzili się do Niego”.

Hmm – dość ciekawa historia. A jak to ma się do nas…? Jesteśmy trochę jak Mesjasz – trzymamy się wyznaczonych zadań, spraw. Mamy jakieś określone cele – ale to jakby nie zmienia stanu rzeczy, że możemy napotkać tych, którzy są „wykluczeni” – jakoś na marginesie – niechciani i wyśmiewani przez innych. Możemy ich omijać – mówiąc sobie – mam ważniejsze sprawy na głowie. Mogę też jednak na chwilę się zatrzymać – stając się dla tych odrzuconych – ŚWIATŁEM NADZIEI. Ciekawe jest to, że Ci, którzy tamtych wykluczyli – mogą i nas wykluczyć. Kto wie, może staniemy się przedmiotem pośmiewiska. Ktoś może zapytać – i po co, ci to!? Ale wiem, że będą i tacy, którzy zauważą w nas postawę bohaterską. Będę gotowi nam zaufać – i mimo różnych opinii, będą gotowi przyjść i podzielić się swoim życiem. Mogę więc przynieść światło w życie wielu. Chrystus przez to wydarzenie pokazuje, że Bóg może działać na różne sposoby, nawet wtedy, kiedy człowiek do końca nie wypełnił Jego polecenia. On potrafi znaleźć drogi na naszych serc.