Ulepić coś z gliny

Ulepić coś z gliny

<<Wtedy Pan skierował do mnie następujące słowo: „Czy nie mogę postąpić z wami, domu Izraela, jak ten garncarz? – rzekł Pan. Oto bowiem jak glina w ręku garncarza, tak jesteście wy, domu Izraela, w moim ręku”>>. Jr 18,6

            Nie jest łatwo wyrobić coś z gliny. Pracuję jako katecheta w plastyku – kilkakrotnie słyszałem od swoich uczniów, że wyrobiona glina, włożona do pieca, może pęknąć. Co za tym idzie cały wysiłek jest na nic. Zastanawiając się nad tym fragmentem zadałem sobie pytanie, czy z człowiekiem też tak musi być. Bóg skrzętnie wkracza w życie każdego z nas. Choćby nawet przez Słowo, kształtuje nasze postawy i wybory. Człowiek słuchajacy Boga – może być jak ta glina, która przybiera odpowiedni kształt. Im bardziej ufa się temu słowu i wierzy Bogu, który je do nas kieruje, tym bardziej jesteśmy podatni na formowanie konkretnej postawy. Sama glina, czyli człowiek (który z resztą z prochu powstał jak czytamy w księdze Rodzaju), kształtowany jest często w bólu. Efektem końcowym jest odpowiedni owoc owej pracy. Z drugiej strony to Bóg jest rzeźbiarzem, on najlepiej wie, kogo chce ukształtować, kim mam być i nadaje kształt. Pójść za Bożym głosem – to nic innego jak realizować Jego plan wobec siebie! Ów końcowy efekt związany jest z wypalaniem – czyli próbą. Człowiek, który rzeźbi swoją postawę, buduje wiarę, kształtuje charakter – najlepiej sprawdza się podczas wspomnianej próby jakiejś przeciwności. Ważne jest, aby podążając za głosem Boga, świadectwem świetych ludzi czy wreszcie osobistymi doświadczeniami, tak kształtować swoją wiarę, aby nikt i nic nie było w stanie jej złamać. Nie chodzi tutaj tylko o jakieś sytuacje, kiedy muszę swoje życie złożyć na ofiarę męczeństwa, ale o codzienne postawy. Oczywiście owe codzienne sytuacje są pewną formą ofiarowania swojego życia, bo mają one wyraz w  konkretnym opowiedzeniu sie po jakiejś stronie. To wcale nie jest mała sprawa, bo często bywa tak, iż można się liczyć z odrzuceniem czy ośmieszeniem. A to wcale nie jest łatwe. Znam wiele takich osób dla których opinia środowistka jest ważniejsza niż prawda. Znam ludzi, którzy potrafią zaprzedać swoją godność za cenę pożądania i przyjemności – zrzucając Boga na margines.

             W tym całym rozwarzaniu ważne jednak jest to, że Bóg nawet z rozbitego lub pękniętego naczynia, może wyciagnąć dobro. On na nowo potrafi swoje stworzenie poskłądać – bo nie jest twórcą – ale stwórcą.

            Słowo Boże daje jeszcze jedno porównanie – pokazując naszą wiarę, która jest noszona czy przechowywana – jakby w glinianych naczyniach. Nasze życie jest ciągle narażone na niebezpieczeństwo, utraty wiary. Trzeba się więc z nią obchodzić bardzo ostrożnie. Nie można być kimś zadufanym w sobie mówiąc, że nic mnie nie złamie. Św. Piotr jest przykładem – tego, który o mały włos nie utraciłby wiary. W czasie skazywania Jezusa – kiedy Ten był przed Sanchedynem, o mały włos nie utraciłby tego, co składował w swoim życiu jako depozyt, wynikający z bycia uczniem Chrystsa. Był tak blisko Mistrza, a zarazem tak blisko utraty tego co zdobył. Ważne więc jest, aby podczas wypalania nie pęknąć, nie wyprzeć się, nie zwątpić czy wreszcie nie zapomnieć, wypierajac się Tego, który stwarza. Kiedy robię rachunek sumienia – widzę, że nie zawsze byłem idealny. Wiele razy pękałęm – ale zauważam, że mój Stwórca nie pożucił swojego dzieła, lecz daje kolejną szansę. Mam nadzieję, że moje życie będzie jednym z cudowniejszych arcydzieł Boga… zresztą wystarczy popatrzeć obok siebie – i dostrzeć jak wiele takich dzieł mija mnie – kiedy idę do kościoła, na spacer, do kina – gdziekowliek… świat usłany jest arcydziełami.