Trzeba tylko pokonać granicę!

Trzeba tylko pokonać granicę!

Kolejny raz zastanawiam się nad swoją wiarą. Często czuję wstyd patrząc na siebie, a jednocześnie, widząc ludzi, którzy głęboko przeżywają modlitwę, czy wytrwale zabiegają o swoją świętość! Uświadamiam sobie jak jeszcze wiele mi brakuje, jak krucha jest moja relacja z Bogiem. Dochodzę również do następującego stwierdzenia. Świętość innych może być bardzo motywująca. Człowiek, który widzi postawę miłości u innych, a którą czerpią z wiary, sam chce pójść podobną drogą. Tacy ludzie „dopingują”, umacniają – szczególnie wtedy kiedy człowiek się waha. Oczywiście to, co piszę dotyczy tych osób, którym wiara nie jest obojętna, lub tych, którzy ją poszukują – uciekając od konformizmu i obojętności.

Pojawia się w związku z tym jeszcze jedna dość ważna kwestia. Świadectwo innych, ich relacje dotyczące osobistych przeżyć, czy wreszcie wszelkiego rodzaju zachęty, to tylko jeden z etapów dojrzewania w wierze. Ze swojego doświadczenia wiem, że nawet najbardziej przekonywujące argumenty, są ciągle argumentami – one nie są dowodem. Zawsze pozostaje dawka wątpliwości, zawahania. Ciągle pojawia się pytanie czy, aby na pewno Bóg  jest!?

Jedyną drogą do odpowiedzenia sobie na to pytanie – jest własne doświadczenie. Nie da się bazować wyłącznie na doświadczeniu innych. Musi na drodze wiary przyjść taki moment, że człowiek postanowi zaryzykować. W czym objawia się owo ryzyko? Właśnie w tym, że człowiek wszystko postawi na jedną kartę i zaufa Bogu – powierzając całkowicie swoje życie Jego opiece. Człowiek taki decyduje się wypełniać całkowicie wolę Boga, które swoje źródło ma w Słowie Bożym, a które rozpoznawane jest ludzkim SERCEM.

Człowiek odkrywa swoją wiarę, kiedy modli się sercem – pozostawiając jakby ludzkie dywagacje, wątpliwości i pytania na boku. W budowaniu wiary liczy się tylko to, co zbuduję  między NIM, a SOBĄ. Do tego stwierdzenia doprowadza mnie medytacja nad swoją wiarą i widzę, że jakby nie do końca jeszcze w wielu rzeczach jestem gotowy poświecić się Bogu. Jakby coś trzymało mnie przy rozsądku? A może właśnie teraz – jeszcze bardziej usilniej muszę modlić się o ODWAGĘ w pokonywaniu lęku w pokonywaniu jakiejś niewidzialnej granicy…

Panie proszę Cię o to, abyś dał mi siłę zaryzykowania!