TIK TAK...

TIK TAK…

TIK TAK, TIK, TAK… Kiedy dwa dni temu siedziałem na miejscu przewodniczenia, w pewnym momencie mój wzrok przykuł promień światła, który padał na pulpit, a na którym znajdował się skoroszyt z tekstami mszalnymi. W pewnym momencie zauważyłem, jak bardzo szybko, ów promień przesuwał się po tekstach – najpierw NASZEGO, później PANA, aż wreszcie CHRYSTUSA – TIK TAK, TIK, TAK… pomyślałem sobie – Boże – jak ten czas szybko ucieka, jeżeli ja w tak krótkim czasie zobaczyłem ów ruch światła… Coraz bardziej dochodziły do mnie dwie myśli. Pierwsza – nie ma czasu…, życie jest krótkie, tak wiele jeszcze przede mną – chyba wiele…? – a jeśli już nie…? – skąd wiem, że jeszcze wiele? A może tylko trochę…? TIK TAK, TIK, TAK… Druga myśl to taka, że chyba za bardzo stajemy się niewolnikami czasu. Ostatnio nawet kalendarz ze sobą noszę. Ciągle mi tego czasu brakuje – muszę go dzielić, wyznaczać, wytyczać – ciągle coś – nawet to, że piszę teraz koło 1.00 w nocy, już daje mi wiele do myślenia – czy właściwie go wykorzystuję. A może mogłem zrobić coś innego…? Czy czas musi być taki męczący. Może to, ów wytyczony rytm życia nas kreuje, a nie my kreujemy dany nam czas? Śledząc życie Jezusa, dostrzegam pośpiech. Moja pierwsza intuicja się potwierdza. Nie ma czasu na – NIC – nierobienie. Dany czas jest zbyt cenny… szybko mija. TIK TAK, TIK, TAK… Jednak w życiu Jezusa pojawia się jedno bardzo ważne zdanie „Nadeszła godzina – już jest, aby Syn został uwielbiony”. To o czym nie powinienem zapominać, to – aby w tym czasie Syn został uwielbiony… Czy właśnie teraz jest ten czas…? nie chcę, żyć dla samego czasu, by się w nim tylko zmieścić. Chcę zdążyć, aby w tym czasie Bóg został uwielbiony. Uwielbiony w moim życiu… Dlatego jest on tak cenny, że nie mogę go bezsensu tracić – TIK TAK, TIK, TAK…