Tak wielu chłopców, a tak mało mężczyzn

Tak wielu chłopców, a tak mało mężczyzn

Tato – czy jesteś w stanie pokazać mi, co to znaczy być prawdziwym mężczyzną?

W poszukiwaniu męskości, tak należałoby zatytułować ten wpis. Choć nie wiem czy ma on jakikolwiek sens – bo sam nie wiem komu go zadedykować – czy ojcom, aby mieli czas dla swoich synów, czy chłopakom, którzy szukają autorytetów – bo w domu go nie mają, czy dziewczynom, żonom, które chciałyby w chłopaku, mężu – zobaczyć mężczyznę odpowiedzialnego, gotowego się poświęcić.

Ciągle powraca do mnie myśl, dlaczego tak mało jest mężczyzn, a tak wielu chłopców, którzy liczą, że czas beztroskiej zabawy będzie trwał niemalże do końca życia? Coraz bardziej zwiększa się liczba chłopców, którzy po trzydziestce mieszkają w domu z rodzicami. Jakby nie potrafili założyć swoich rodzin, opuścić domu. Czy to kwestia jakiegoś nadzwyczajnego przywiązania? Pamiętam – jak byłem w seminarium – pewnego kleryka, który potrafił codziennie dzwonić do domu, aby opowiedzieć jak minął dzień. Dziwiłem się bardzo, myśląc – o czym można codziennie mówić…?

Opuszczenie domu, jest jednym z najcenniejszych doświadczeń w budowaniu odpowiedzialności. I nie chodzi tutaj tylko o opuszczenie fizyczne, ale również mentalne. Kiedy czytam fragment Pisma Świętego – o synu marnotrawnym – widzę w tym pewną naukę odnośnie tego o czym piszę. Ogólnie należałoby potępić zachowanie młodszego syna, ale z drugiej strony, może konieczne dla niego było to wyjście, opuszczenie ojca? Wydawało się, że wszystko stracił, ale w konsekwencji wygrał więcej niż ten, który pozostał przy ojcu. Ten powrót, mógł się stać dla niego oczyszczający – mimo, że formalnie powrócił do domu z racji biedy, która go spotkała. Jednak doświadczając jakiegoś zerwania, można stać się dojrzałym dziedzicem – w innym przypadku, ciągle pracuje się na nieswoim i jest się uzależnionym od właściciela.

W praktyce wygląda to tak, że człowiek, który ciągle jest na garnuszku rodziców nie do końca wie czym jest odpowiedzialność i nie do końca rozumie cenę życia, ponieważ to co posiada, nie traktuje jako swoje – tylko rodziców. Przecież zazwyczaj rodzice wyręczają z tego co trudne – gotują, piorą, płacą rachunki – nierzadko nawet bywa, że martwią się za swoje dziecko, kiedy ten, nawet tego nie jest w stanie zrobić.

Czemu tak jest? Czego brakuje? Często bywa tak, że jeśli dziecko nie ma siły na wyjście z domu, lub po prostu nie chce tego zrobić bo jest mu wygodnie, to powinna pojawić się osoba, która to wyjście mu ułatwi! Normalnie taką funkcję powinien przejmować ojciec. To on powinien młodego „adepta” nauczyć życia i odpowiedzialności. Jeśli ojca nie ma, to powinien się w życiu takiej osoby pojawić jakiś męski autorytet – nie idol, który wprowadzi w życie. Problem w tym, że dziś trudno znaleźć osobę, która weźmie odpowiedzialność za młodego człowieka. A przede wszystkim taką osobę, która pokaże jak walczyć o dobro w świecie, a nie jak żyć, żeby wiecznie się bawić.

W związku z tym należałoby powrócić do pierwotnych praktyk – kiedy to ojciec wraz z wujostwem, odciągali dziecko od „piersi matki” i wprowadzali go w dorosłość. Często dziecko było wyciągane w nocy z domu i musiało sobie dać poza nim radę, jednocześnie wykonując wiele różnych zadań. Kiedy dziecko zaliczyło wszystkie zadania, automatycznie stawało się dorosłym. To w taki sposób, chłopak stawał się mężczyzną.

Nie chodzi o to, aby powrócić do takich samych praktyk, ale o to, że w wielu przypadkach, nie ma kto wprowadzić w dorosłość. Przecież życie w domu z rodzicami nie jest takie złe… No może w przyszłości pojawi się dziewczyna, która to zrobi – i to jest błąd! Dziewczyna – ma poznać mężczyznę i mieć w nim oparcie, a nie być kimś, kto wprowadza w męskość. W prawdziwą męskość, ma wprowadzić facet.

Brak ojców w domu, lub ojcowie, którzy boją się tożsamości – ojca i bardziej się czują kolegami lub zwalają odpowiedzialność na matki, stają się przyczyną kryzysu męskości. Chłopców mamy pod dostatkiem- mężczyzn niestety nie! To wszystko wpływa na kształt związków, które próbują tworzyć, bo albo traktują je jak zabawę, albo nie potrafią wziąć za nie odpowiedzialności. Kiedy pojawiają się kryzysy, wolą uciec, niż stawić im czoła.

Pewnie jest jeszcze wiele innych aspektów, które warto byłoby poruszyć, ale myślę, że ten jest dość ważnym.

Drogi chłopaku, mężczyzno – jeśli dotrwałeś do końca w czytaniu tego wpisu pomyśl, jak u ciebie wygląda owo wejście w dorosłość? Kochana dziewczyno – czy były w twoim życiu takie sytuacje, że chłopak z którym chciałaś budować relacje okazał się kompletnym dzieckiem?

Dziękuję Bogu za tych ojców, którzy pomogli swoim synom dorosnąć, a nie zrzucili tej odpowiedzialności na żony czy dziadków!