Stać w progu świątyni

Stać w progu świątyni

Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano: *
„Pójdziemy do domu Pana”.
Już stoją nasze stopy *
w twoich bramach, Jeruzalem. Ps 122, 1-2

Jak trudno nam docenić bliskość kościoła. Rozważając powyższy fragment, widzę Izraelitów, powracających z niewoli. Na obczyźnie nie mogli swobodnie sprawować kultu. Zresztą, świątynia była zniszczona. Oczywiście ten psalm ukazuje też pielgrzymów, którzy wędrują do świątyni, aby tam oddać cześć Bogu. Pokonuję duże odległości, oraz podejmują ogromy trud, aby przez chwilę być tam, gdzie Bóg szczególnie jest obecny. A wchodząc w progi świątyni modlą się słowami tego psalmu.

Dziś też ludzie chodzą na pielgrzymki, Ci, którzy je praktykują wiedzą – co to znaczy wejść do świątyni w radości. Boga możemy doświadczać w każdym miejscu, ale świątynia jest szczególnym – w którym On przebywa. Tam, Chrystus jest obecny w małym kawałku chleba, który dla osób wierzących jest przeogromnym cudem. A więc, każde wejście do świątyni powinno być wydarzeniem. To nie może być coś zwykłego.

Co jest, że nie zawsze rodzi się w nas radość z przyjścia do świątyni? Może to wynik tego, że mamy kościołów na „pęczki”. Jak się coś ma, to nie zawsze się to docenia? Może nie doświadczyliśmy obczyzny…?

Jeden z księży opowiadał mi pewną historię z Syberii: Pewien młody misjonarz, wybrał się tam, aby ewangelizować. Kiedy dotarł do bardzo odludnego miejsca, gdzie jeszcze istniał zaniedbany kościół, spotkał pewną starszą kobietę Ta widząc go nie mogła uwierzyć. Popłakała się i zaczęła bardzo gorąco dziękować Bogu za obecność księdza. Mówiła, że Bóg wysłuchał jej prośby. Od wielu lat na tamtych terenach nie widziano księdza, a ona tak pragnęła, aby jeszcze przed śmiercią mogła pojednać się z Bogiem w sakramencie pokuty oraz, aby mogła przyjąć komunię świętą. To był dla niej istny cud – i niewyobrażalna radość.

Oto co powinno się rodzić w nas, kiedy mamy okazję wejść do świątyni.

Ogarnia mnie smutek, kiedy niektóre kościoły traktuje się jak muzea. Takie kościoły stają się martwe. Brakuje w nich ducha modlitwy. Niestety jeszcze większy smutek ogarnia, kiedy, ktoś z ogromną niechęcią wchodzi w progi świątyni, lub omija ją szerokim łukiem. Nawet podczas mszy w niedzielę, niektórym jest ciężko być blisko ołtarza, a czasami nawet w progach kościoła. No – cóż, może wszyscy mają duszności. Co nas tak wyrzuca – poza mury Domu Bożego?

Trzeba ciągle dbać o to, aby docenić to, co się ma. Ta troska powinna objąć duszpasterzy i wiernych świeckich. Nie można dopuścić do profanacji tego, co nazywamy sacrum. Ksiądz powinien dbać o piękno liturgii, wierni zaś o godną postawę, ubiór czy intencje z jaką przychodzą. Póki kościoły są tak blisko, to niech Bóg będzie uwielbiony za to, że żyjemy w takim miejscu. Kto wie, może kiedyś będzie tak, że poczujemy pragnienie Eucharystii, a przyjęcie jej nie będzie takie łatwe. Jeśli zabraknie w nas wiary i świadectwa, to kościoły przemienią się w hotele lub bary. Dopiero wtedy chrześcijanin poczuje – co to znaczy być na emigracji – gdzie Boga brak. Proszę też modlić się o powołania – bo potrzebujemy kapłanów, którzy Chrystusa w Eucharystii  przyniosą.