Spróbuj zauważyć

Spróbuj zauważyć

Po każdym wyjeździe zadaję sobie pytanie – co osiągnąłem, czego doświadczyłem? Dla mnie skończyła się pielgrzymka  związana z kanonizacją. Nie jestem w stanie jednozncznie napisać, jakie wydrzenia wywarły na mnie najwiekszy wpływ. Nie chciałbym kategoryzwoć  – bo każde zdarzenie czegoś uczy. Ale spróbuje podzielić się dwiema sprawmi. Pierwsze wydarzenie, które wyryło się w mojej pamięci, to msza dziękczynna po kanonizacji. Miałem możliwość konceclebrować ową Eucharystię. Przed jej rozpoczęciem zostałem poinformowany, że w momencie modlitwy wiernych będą rozdawane puszki z komunikantami a później podczas komunii świętej mam iść na Plac Świętego Piotra i rozdawać Komunię Świętą. Po udzielonej Komunii Świętej musiałem zanieć puszkę do Bazyliki Świetego Piotra… I tu zaczyna się moje „mistyczne doświadczenie” – nigdy nie udało mi się być w bazylice kiedy była pusta… Owszem było kilkunastu księży, którzy jak ja zanosili puszki do puryfikacji – ale i tak nikli w wielkości bazyliki. Ogarnął mnie wtedy wyjątkowy pokój i cisza – najlepsze jest to, że pozwolono nam dojść do grobów Jana XXIII i Jana Pawał II. Po ucałowaniu nagrobka z wielkim pokojem szedłem na Plac – majac w świdomości, że to, co miałem zobczyć – zobaczyłem. Wracam myślą do tej ciszy – zawsze wmawiałem sobie, że te wielkie rzymskie bazyliki nie mają nic w sobie z sacrum – bo zawsze traktowałem nawiedzanie  ich – jako pójście do muzeum, które trzeba zobaczyć jako koronne punkty Rzymu. Po tym wydarzeniu odwróciło się wszystko do góry nogmi. Owe bazyliki przepełnione są świetością – tylko jakoś tłumy ludzi, tę świętość niszczą. To pierwsze moje doświadczenie – jak widać – tylko pośrednio związane z naszymi świętymi – choć oni rzeczywiście wpisują się w tworzenie tego nasroju sakralnego. Druga historia – jest już moją bardzo osobistą. Jechałem do Rzymu – z pewnymi swoimi wewnętrznymi planami… po pewnym czasie zorientowałem się, że „nici” z tego co sobie wymyśliłem… Na początku – rodziło się we mnie jakieś lekkie rozgoryczenie – ale jak refren przewijała się myśl – Bóg ma inne plany – ucz się pokory… Co ciekawe – z godziny na godzinę – odczuwałem coraz wiekszy pokój… Mimo zmęczenia – udawało mi się zauważać coraz wiecej – a przecież, w tych miejscach już wcześniej byłem. Czas mnie nie popędzał – a ja w wielkim skupieniu, coraz więcej chciałem chłonąć. Oto moje doświadczenia – niby banalne – ale widzę, że pokój i pokora mają wiele, ze sobą wspólnego. Im mniej pragnień, które gdzieś w swojej wyobraźni sobie wytworzyłem, a im więcej zaufania tym większy pokój… Ciekawe… Napisałem na początku, że pielgrzymka do Rzymu dobiegła końca…, ale doskonale zdaję sobie sprawę, że jest jeszcze przede mną, ta ważniejsza pielgrzymka – życia. Może to, czego nauczyłem się przez ten krótki okres 10 dni, pomoże mi w przetrwaniu tej ważniejszej podróży… Chciałbym odczuwać pokój, którego często mi brakuje… Wiem też, że potrzebuję oczyszczenia od pychy i egoizmu… No to, kawał roboty przede mną. Panie daj mi odkryć w tym świecie pełnym ludzi i ludzkich obowiązków – sacrum. Niech świat, który mnie otacza – będzie światynią – w której Ty jesteś obecny… Niech to zabieganie za atrkcjami, które z tego śwaita czyni wielkim muzeum – nie wyzbędzie mnie myśli o Twojej obecności.