Spróbuj mówić zrozumiale

Spróbuj mówić zrozumiale

„(…)Przebywali wtedy w Jerozolimie pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem. Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku. Pełni zdumienia i podziwu mówili: ”Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami? Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty?(…)” Dz 2,5-7

Dziś mój znajomy przypomniał mi pewną historię sprzed kilku lat. Siedzieliśmy w jakiejś przytulnej Praskiej restauracji. W momencie kiedy przyszła kelnerka przyjąć zamówienie, postanowiłem wykazać się swoimi zdolnościami językowymi i zacząłem zamawiać „Chips – smażone (…)” i pokazując dwa palce – zakomunikowałem ile porcji (…). Mój współtowarzysz myślałem, że spadnie z krzesła. No cóż – pani się uśmiechnęła – ale zamówienie przyjęła. Widocznie coś musiała zrozumieć 🙂

Niestety nie należę do wybitnych znawców języków – ale czy to przeszkadza mi w dzieleniu się wiarą? Z jednej strony – pewnie utrudnia, bo gdybym płynnie mówił w innych językach, mógłbym pewne treści, które rodzą się w moim wnętrzu wyrazić werbalnie. Z drugiej wiem, że sama znajomość języków nie wystarczy, by głosić orędzie. Apostołowie, którzy pod natchnieniem Ducha Świętego wyszli z wieczernika mieli wyjątkowy dar – dający możliwość zrozumienia przez innych tego, co chcą przekazać. Oni wyszli, aby wszystkim oznajmić, że Chrystus, który zmartwychwstał otworzył drogę do zbawienia. Nie sądzę, aby nagle każdy mówił w innym obcym języku. (Co nie znaczy, że nie ma czegoś takiego jak dar języków – ale to trochę inne zagadnienie). Raczej Apostołowie mówili tak, że z różnych krańców świata ich rozumieli. A do tego, już nie jest potrzebna umiejętność posługiwania się innymi językami. Żeby lepiej mnie zrozumieć przytoczę jeden przykład.

Mam we wspólnocie jednego chłopaka, który podobnie jak ja – nie ma sukcesów w tej dziedzinie – przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Pamiętam – jak byliśmy na Światowych Dniach Młodzieży w Hiszpanii. Kiedy szliśmy na spacer, nie mogłem się nadziwić ile osób go pozdrawiało. Widząc go z radością krzyczeli jego imię i w serdeczny sposób machali mu rękoma przy tym ukazując różne przyjazne gesty. Apogeum tej jego ewangelizacji był moment kiedy siedzieliśmy na lotnisku, czekając na papieża a on prowadził dyskurs z siostrami zakonnymi z Dominikany. Nie zając języka – opowiedzieliśmy im prawie całą historię Polski (łącznie z krzyżakami i próbą zniszczenia obrazu jasnogórskiego). To jest sztuka – nie znać języka, a nieść radość i budzić zaufanie.

Są też ludzie, którzy będą znali doskonale 20 języków i kilka dialektów, a zamkną swoje serce i wolę na chęć dzielenia się życiem – chroniąc swoją prywatność, czy w ogóle siebie, byle za dużo nie powiedzieć i się zbytnio nie „odkryć”.

Duch, który działa w nas – ma dawać odwagę w pokonywaniu różnych barier – również językowych – po to, aby budować, jednoczyć, dawać radość. Ten Duch powoduje, że ludzie są w stanie się zrozumieć. Najpiękniejszym językiem – jest język miłości – on staje się wyjątkowym obrazem Boga, który w nas działa. Niech to przesłanie, pozwoli nam otwierać się na Jego natchnienia.