"Śmierdzieć świętością"

„Śmierdzieć świętością”

„Śmierdzieć świętością” – takie zdanie usłyszałem w spocie promującym nowy film – MATTEO. Zazwyczaj świętość, kojarzyła mi się z przyjemnym zapachem. Zresztą często słyszałem o świętych, w okół których po śmierci „rozlewała się przyjemna woń – często podobna do zapachu kwiatów”.

Dzisiaj jednak spoglądam na świętość od strony zła – i uświadamiam sobie, że rzeczywiście w tym wymiarze staje się ona cuchnąca. Wyobrażam sobie – jak smród „odrzuca” – doprowadzając do mdłości.

Takie podejście do sprawy świętości doprowadza mnie do następującego stwierdzenia – Ci którzy, dbają o świętość są odrazą dla szatana. On nie znosi dobra – bo jest złem, on nie znosi miłości – bo jest egoistą, brzydzi się pięknem i życiem – wybierając – to co odrażające i co jest śmiercią.

Dlaczego więc ktokolwiek miałby się dziwić, że świętość nie wszędzie jest mile widziana?

Na początku mojej posługi kapłańskiej – kiedy przygotowywałem dzieci do komunii świętej – po jednej z mszy świętych podeszła do mnie dziewczynka i powiedziała, że nie wie czy uda się jej w tym tygodniu przyjść do kościoła. Po chwili dodając – „Bo mój tata powiedział, – że jak tak często będę chodziła do kościoła – to jeszcze świętą zostanę…!” Szok… pomyślałem sobie – to kim trzeba zostać, aby tatuś był zadowolony?

Świętość – jako coś niewygodnego, śmiesznego czy kościelnego staje się jednak – dla wielu celem.

Wypaczony obraz owej świętości, jako coś bardzo lukrowanego, nieosiągalnego czy wstydliwego – doprowadza do tego, że dla niektórych – nie jest już żadną wartością. Jakby rzeczywiście, ktoś, kto chce ją osiągnąć stał się dziwakiem. Dla wielu Ci, którzy troszczą się o swoją wiarę – stali się – szamanami rodem ze średniowiecza. Rzeczywiście można cuchnąć świętością – i stać się znakiem sprzeciwu – przed, którymi niektórzy oczy, uszy a nawet nos będą zastawiać.

Co więc pozostaje – decyzja… !!!

Albo pachnieć jak inni – albo inaczej.  Można się dostosować do świata…

Pochodzę ze wsi, więc wiem, co to znaczy, pachnieć inaczej. Szczególnie wtedy, kiedy wychodzi się z obory, w której niemiłosiernie śmierdzi. Bardzo szybko wtedy ubranie przesiąka tym zapachem. Będąc w oborze, człowiek nie widzi różnicy – dopiero wychodząc stamtąd można wyczuć to, że zabrało się ze sobą ów zapach. Na zewnątrz gdzie było świeże powietrze, odczuwałem zawsze dyskomfort. Inni mnie czuli!

Dziś warto sobie odpowiadać na pytanie – Gdzie jest prawdziwie świeże powietrze – czy w świecie, który zamknięty jest w swoim EGO – czy w Bogu, który nie zna granic. Kto więc cuchnie…? Świat – czy to, co jest poza nim? Czy jeszcze coś potrafimy wyczuć…?