Słowo poza poprawnością polityczną

Słowo poza poprawnością polityczną

Iz 55,10-11

To mówi Pan Bóg:
„Podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich: nie wraca do Mnie bezowocnie, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa”.

Nigdy tak na serio nie zastanawiałem się, dlaczego słowo Boga ma tak wielką moc. Oczywiście wszyscy głośno powiedzą, przecież Bóg jest wszechpotężny, nieograniczony, mocny. Oczywiście zgadzam się z tym! Ale szukam w tym jakiejś głębi. Kiedy w ewangelii św. Jana czytam, że „Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami”, to w jakiś sposób zaczynam co nieco „kumać” – ale tylko trochę, – że Słowo Boże jest w stanie utożsamić się z  tym co, wypowiada. Bóg rzekł i się stało… Nie chciałbym tutaj popaść w skrajność – odrzekam się od tego, czym jest panteizm, który mówi, że świat to Bóg. Negując istnienie Boga jako istoty rozumnej. Nie o to mi chodzi. Bóg sam w sobie staje się Kreatorem – Stwórcą. Jego „twórczość” wyraża się w słowie, które wypowiada i zarazem kształtuje byt. To niesłychane… Jakby to było gdyby człowiek miał taką możliwość jak Bóg? Myślę o czymś, – wypowiadam – i jest… Kusząca propozycja, tylko, że Bóg to DOBRO – a we mnie dobra, często trzeba szukać. Nie wiem, jak by wyglądał świat, gdybyśmy mogli realizować co nam się żywnie podoba. Ale jest jeszcze jedna rzecz – w ewangelii Mateusza Jezus zachęca do modlitwy – dodając „Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich. Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie”. Mt 6, 7-8 Z tego wniosek, że modlitwa jest potrzebna i ona może stawać się elementem, konkretnych zmian w naszym życiu lub w życiu naszych bliskich. Polega to mniej więcej na tym, że Ty zwracasz się do Boga, a On może pewną rzeczywistość kreować. Jest tylko jeden warunek, należy się tak utożsamiać z Bogiem, być tak skrajnie czystym w intencjach i sercu, tak, przepełnionym Jego obecnością, tak złączonym z Nim duchem, że moje słowa stają się jak najbardziej tożsame z Jego. Często się mówi – Bóg przeze mnie przemówił. To nie ja – To Bóg mnie tak nakierował. Im bardziej podobny będziesz w tym, co pragniesz i mówisz do Boga, tym większa szansa na to, że coś się STANIE. Bo w twoich ustach, będzie obecny Bóg. On przez nie będzie mówił. Co za tym idzie – wracamy do początku – Bóg rzekł i się stało. W tych słowach nie będzie złości, nienawiści, lęku, obłudy. Słowo – modlitwa – nie będzie „kartą przetargową”, w relacjach z Bogiem. Nie będziesz udawał na modlitwie – pokazując, że niby to modlisz się do Niego, a jednak myśląc nie o Nim, ale o tym, co On ma dla ciebie spełnić… Przed Bogiem nie da się udawać. Nie można mówić, że Bóg przemawia przeze mnie, jeśli zaraz włącza mi się tzw. poprawność polityczna. Kiedy zacznę przed Bogiem kombinować, co wypada powiedzieć a co nie. Przecież Bóg zna twoje serce… pierwej zanim cokolwiek powiesz. Panie daj mi czyste serce, abyś był w nim obecny…