Serce w rozterce

Serce w rozterce

„Faryzeusze przystąpili do Jezusa i chcąc Go wystawić na próbę, pytali Go, czy wolno mężowi oddalić żonę. Odpowiadając zapytał ich: „Co wam nakazał Mojżesz?”
Oni rzekli: „Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić”.
Wówczas Jezus rzekł do nich: „Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie. Lecz na początku stworzenia Bóg «stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem». A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela”. Mk 10, 2-10

Sclero cardia – zatwardziałość serca – tak Jezus nazywa ludzi, którym Mojżesz musiał złagodzić prawo. Może nie dorośli do tego, aby zgodzić się z tym, co było na początku? A może z powodu grzechu tak się oddalili od tego pełnego radości krzyku Adama – „Ta prawdziwie jest kością z mojej kości”, że już nie byli w stanie patrzeć na tę, która jako osoba stanęła na drodze ich życia? I wreszcie o co chodzi z tą zatwardziałością serca?

Serce jak już kiedyś wspominałem w Biblii oznacza osobę – człowieka, to, co stanowi o jego głębi. Historia każdego/każdej z nas pokazuje, że wielokrotne porażki mogą zmienić funkcjonowanie serca. Im więcej tego jest, tym człowiekowi trudniej kochać. Wielokrotne zranienia, mogą zamknąć na drugą osobę.

I co z tego, że Bóg postawił przed Adamem – Ewę, czyli doszło do spotkania dwóch osób, skoro, każde niepowodzenie doprowadzało do oddalenia. Jak się patrzy na raj – to pierwszym egzaminem w miłości był moment kiedy należało przyznać się do grzechu. Do tego momentu byli razem – nawet razem przekraczali Boży nakaz. Chwilą przełomową był moment przyznania się do grzechu – to nie ja, ale Ewa mnie do tego zmusiła – argumentował Adam. I tak dochodzi do rozłamu – możliwe, że między nimi też, ale przede wszystkim do rozłamu z Bogiem.

Kiedy w życiu rodzinnym, małżeńskim dochodzi do konfliktów, zarówno jednej jak i drugiej stronie trudno przyznać się do błędów. Nieumiejętność stawania w pokorze oraz brak naprawienia błędów powoduje zatwardziałość. Wielokrotnie powtarzana sytuacja powoduje, że nie jest się w stanie kochać. I tu rodzi się pokusa!!! Jeśli nie potrafisz powalczyć ze słabością, bo wymagania wydają się przerastać twoje możliwość – wtedy rodzi się chęć poszukania, lub stworzenia prawa, które będzie jakimś wybiegiem lub usprawiedliwieniem – po to tylko, aby wyjść obronną ręką! I tak, zamiast szukać źródeł grzechu, szukamy kodeksu, w którym znajdziemy łatwiejszy sposób poradzenia sobie z problemem.

Żydzi stworzyli taki kodeks – zastanawiano się nawet nad tym czy potrzebna jest zdrada, aby oddalić żonę, czy może wystarczy źle przygotowany posiłek.

To, że ludzie stworzą sobie prawa, które złagodzą winę lub usprawiedliwią wszystko, nie znaczy, że wtedy będzie łatwiej. Można wszystkiemu dać przyzwolenie, bo jak otworzy się jedną furtkę, to czemu nie otworzyć kolejnych. I tak zamiast w małżeństwie zmierzyć się z tym, co rozbija, robi się wszystko, aby poszukać jak najłatwiejszych sposobów na odseparowanie się od siebie. W konsekwencji wielokrotnie dochodzi do sytuacji, że chciało się nie być samotnym, a samotnym się jest!

Szczególnie trudno jest patrzeć na osoby porzucone, które były gotowe na odbudowywanie związków. To one często najwięcej cierpią. I często bywa tak, że to one walczyły z grzechem, ale serce zatwardziałe miała ta druga osoba. Grzech, który pojawił się w związku – zniszczył to, co u początków było w Bożym zamyśle – komunię dwóch kochających się osób.

Twórzmy sobie prawa, aby było nam lżej na sumieniu, czas pokaże ile w nas tego, co z Boga zostanie, a ile będziemy bogami dla siebie samych. Myślę, że największą zatwardziałością serca jest ta, która zabija miłość. Nawet jeśli ktoś powie, ale zrodziła się może nowa miłość, to i tak to nie usprawiedliwia zniszczenia tej pierwszej!