"Rodzinę mieć - a nią nie być"

„Rodzinę mieć – a nią nie być”

Dziś przyszło do mnie dwóch chłopaków, którzy po różnych perypetiach chcą na nowo odbudować swoje życie, zmienić je. Jeden z nich podjął ciekawy wątek. Powiedział, że od kilku lat jest w małżeństwie, ma dziecko, ale od jakiegoś czasu coś zaczęło się psuć. Mówił dalej – „sądziłem, że wszystko jest dobrze… pracowałem, zarabiałem – przecież dawałem z siebie wszystko… wdawało mi się, że jak zapewniam rodzinie jakiś godziwy byt – to powinienem coś w zamian otrzymać, powinno być dobrze… Dziś uświadamiam sobie, że tak nie jest…”

Racja… – budowanie związku małżeńskiego – to nie wyłącznie zarabianie na jego utrzymanie. Same obowiązki nie zastąpią relacji. Sama praca – nie może stać się czynnikiem wiążącym… Niektórzy mówią, ale to brak pracy spowodował, że popadliśmy we frustracje, brak pieniędzy doprowadzał do kłótni…

Okazuje się, że wiele rzeczy można przewartościować – wartości rodzinne – można zastąpić karierą – człowieka – pracą. Ten chłopak zauważył, że coś poszło nie w tę stronę, co trzeba. Mimo, że poświęca się rodzinie – bo przecież żyły sobie wypruwa, aby miała zapewniony godziwy byt – to i tak wszystko wychodzi nie tak, jak powinno być.

Nie można rodziny kupić… Ludzie, którzy tworzą rodzinę potrzebują siebie. Potrzebują czasu, czułości, pomocy, słów… Jest jeszcze wiele innych elementów, które muszą pojawić się w tej małej wspólnocie. Praca – potrafi wyssać z człowieka siły, chęć życia – ale poddanie się temu – przynosi opłakane skutki. Człowiek może być robotem pracując dzień za dniem, ale musi się liczyć z ewentualnymi konsekwencjami. Wiele osób stoi przed wyborem… Większe poświecenie się pracy – za cenę większych zarobków – czy rodzina i niższy standard życia…?

Jestem na kolędzie i słyszę – przeżyliśmy ponad 40 lat, a dziś jestem u mamy – z żoną mamy ciche dni – „trwają już prawie rok”. Pytam czy widzisz nadzieję na zmianę? Słyszę odpowiedź – NIE… A dlaczego, przecież wszystko jeszcze może się zmienić…? Niby tak – ale tak myślałem przez 20 lat… Mieszkaliśmy w tym samym domu, ale w oddzielnych mieszkaniach, mijaliśmy się… I to ma być życie? Ja straciłem już nadzieję… Żona brzydzi się mną kiedy chcę ją pocałować… Tak na dłuższą metę nie można…

Coraz częściej słyszy się jak małżeństwa tracą swoją wartość… Co się dzieje z naszymi ludzkimi relacjami…? Czy tylko przez SMS-y lub FACEBOOKA – potrafimy rozmawiać. Dlaczego ludzie boją się powiedzieć o tym, co ich boli – trwając latami w milczeniu – licząc na to, że problem sam się rozwiąże… Dlaczego boimy się spojrzeć drugiemu człowiekowi w oczy…?

Wierzę, że przytoczone przykłady – Bóg zamieni w dobro. Cieszę się, że ten młody człowiek – chce sytuację zmienić, że widzi swój błąd, że szuka siły w wierze, która dziś staje się dla niego nową drogę. Mam nadzieję, że również i temu 40-sto letniemu małżeństwu Bóg wskaże właściwy kierunek rozwiązania trudności…

A ty – jeśli jesteś w jakichkolwiek relacjach – to na czym je opierasz? Ile w nich egoizmu, a ile poszanowania drugiego? Proś Boga, aby wlewał w twoje życie odwagę w wyjściu ku innym…