Próba reanimacji

Próba reanimacji

„Tetrarcha Herod posłyszał o wszystkich cudach zdziałanych przez Chrystusa i był zaniepokojony… A Herod mówił: <<Jana kazałem ściąć. Któż więc jest ten, o którym takie rzeczy słyszę?>> I starał  się Go zobaczyć” Łk 9, 7-9

Zabić kogoś, a potem liczyć na to, że wszystko jakoś się ułoży. Ale to nierealne, przecież czasu nie da się odwrócić. Nic już nie będzie takie samo. Nie da się przywrócić życia Janowi, którego głowa została ścięta. Nie da się też powrócić do porządku dziennego, w sytuacji, kiedy ktoś zabije w sobie drugiego człowieka. Bo śmierć nie jest tylko kwestią ciała. Śmierć może być też sferą ducha. Można wyrzucić kogoś z przestrzeni swojego życia, i zakopać gdzieś głęboko, byle wyciszyć swoje sumienie, aby można było jakoś dalej żyć. Można zabić w sobie miłość do drugiego człowieka i zamknąć swoje serce na bliźniego. Powody bywają różne, nawet takie jak u Heroda, miłość do Herodiady i wierność przyrzeczeniu. Są ludzie, którzy potrafią zabić w sobie relacje, bo majątek po zmarłych rodzicach był nierówno podzielony. Można wymieniać setki powodów, które czynią z nas współczesnych Herodów. Tym razem bez topora, ale może ciętym językiem.

Czy Herod chciał zobaczyć Jezusa, licząc na to, że coś się zmieni. Czym był zaniepokojony? Czyżby cudami, które rozsławiały Jezusa tak, że nawet on sam się tym zainteresował. W jakim celu chciał GO widzieć? Źródłem niepokoju chyba nie była tylko wyłącznie ciekawość. U fundamentów leżał strach, parzcież zabił Jana, poniekąd wbrew sobie. A przecież lubił go słuchać.

My też czasami wracając myślą do przeszłości, kogoś lubiliśmy słuchać, a nawet z kimś przebywać. Czasami bywa tak, że kogoś kochaliśmy. Co niby miałby zmienić Jezus? Przecież Herod chciał Go zobaczyć. Może cuda które czynił w śród  ludzi, miały go uzdrowić z balastu, który nosił. A może to tylko zwykła ciekawość, która zafascynowana była jakąś wyjątkowością Jezusa, ale nie była gotowa na przyjęcie przebaczenia.

Herod spotkał Jezusa, ale nie doświadczył przemiany. Oddalił Go od siebie. Może Jezus zaproponował inną drogę przemiany. Nie przez cudowne uzdrowienie, ale zwykłe przebaczenie, które wymagało od Heroda konkretnych decyzji, jakiegoś wysiłku. Tego nie wiemy, bo Słowo Boże nic o  tym nie wspomina. Wiemy, że nie rozpoznał  w Jezusie nikogo wielkiego.

Może droga do zrzucenia balastu, ciężaru mieści się w krzyżu, który Jezus bierze na swoje ramiona. To  umiejętność przyjęcia bożego daru,  ale to też droga, osobistego nawrócenia, która wymaga decyzji. Aby serce zaczęło na nowo bić, trzeba reanimacji, a tę daje Chrystus, który leczy. Ta reanimacja nie zawsze dotyczy tego uśmierconego, który został usunięty z naszego życia. Ta reanimacja często dotyczy mnie, bo to moje serce przestało być dla kogoś.