Postawić dziecko na środku

Postawić dziecko na środku

„…Kto właściwie  jest największy w królestwie niebieskim? On  przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł <<Zaprawdę powiadam wam: Jeśli nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w  królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmie.>>>…” Mt 18,  1-5

Uniżyć się jak dziecko i przyjąć dziecko to droga do Bożego Królestwa. Myśl Boża jest zgoła odmienna od myśli ludzkiej. Być największy po ludzku, to być w czymś najlepszy. To bycie najlepszym przybiera różne formy. W mediach słyszymy, „jedna jest tylko królowa”, tak o sobie mówi jedna z piosenkarek. Jeden jest tylko władca, tak mówi jeden z przywódców państwowych, lub ludzie tak o nim mówią nazywając go carem. Jeden jest najbogatszy człowiek na świecie, czy wreszcie jest taka nagroda, którą dostają najlepsi, a jej nazwa nosi imię jednego z najmądrzejszych ludzi na świecie. A Jezus prezentuje – dziecko! Co to ma znaczyć?

W rodzinie też się mówi, że ktoś jest jej głową, ale to dziecko często staje się „oczkiem w głowie”. Stać się dla Boga dzieckiem, to być w pełni zależnym od Niego. Dziecko im bardziej bezradne, tym bardziej potrzebuje pomocy. Staje się formalnie najważniejsze, mimo, że to rodzice kierują domem. Może też tak jest w Królestwie Bożym. Im bardziej jesteśmy bezradni, tym bardziej dla Boga jesteśmy ważni. Ludzie, którzy sami sobie dają radę bez pomocy Boga, stają się bardziej dojrzałymi. Nie chodzi o to, że Bóg ich zostawia, ale chodzi o to, że Bożej pomocy nie chcą.  Sami często decydują się na to, aby być mniej ważnymi dla Boga. W świecie też jest podobnie. Najgorsze jest to, że Ci, którzy uważają się za tych więcej mogących, mogą zapomnieć o tych potrzebujących. Co, za tym idzie, paradoksalnie dla świata, też stają się mało ważni. Oni są ważni tylko dla siebie, a świat często się ich boi. Im bardziej karmią swoje ego, tym mniej karmią swoje „dzieci”.

Uniżyć się to jedno. Ale pozostaje jeszcze umiejętność przyjmowania dziecka. Dziś podążanie za zaszczytami tego świata, które mają nas czynić wielkimi, często staje się drogą do odrzucenia dziecka. Niestety w  wielu sytuacjach ma to charakter dosłowny czasami symboliczny. Dosłowny, jest wtedy, gdy ludzie dla tzw. kariery nie przyjmują daru życia. Pozbywają się „balastu”, który przeszkadza w realizowaniu marzeń, nie widząc w dziecku nowej drogi. Odrzucić dziecko, to odrzucić Chrystusa, który może przyjść w tym  darze. Kto wie, może pojawiające się dziecko, będzie wyjątkowym skarbem, które przewróci życie do góry nogami, ale też pozwoli patrzeć na dość  hermetycznie widzianą rzeczywistość od całkiem nowej strony. Odrzucenie ma też charakter symboliczny.  Skoro dzieckiem może stać się każdy, kto czuje się w jakikolwiek sposób bezradny, to brak pomocy staje się również brakiem Chrystusa.

Jezus mówi <<Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się  zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie>>. Ich aniołowie wpatrują się w Boże oblicze, tzn., że Bóg ma tych małych i bezradnych w szczególnej opiece. Każdy anioł to posłaniec, który nosi imię Boga. Jest on zwiastunem, bliskości Tego, który kocha swoje dzieci. Dlatego niech nie dziwi nas Słowo Boże, które, ukazuje Boga jako bardziej wiernego niż matka – „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona. A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” Iz 49,15