Po co Bogu nasze umartwienia

Po co Bogu nasze umartwienia

Po co Bogu potrzebne nasze posty i umartwienia? Krótko trzeba stwierdzić, że po nic! On sam w sobie jest doskonały. – Takie pytanie zadałem sobie podczas tegorocznej pielgrzymki i tak też sobie zaraz odpowiedziałem. Miałem chwilę ciszy – i oto właśnie taka myśl mi przyszła. Czy rzeczywiście, intencje zanoszone do Boga właśnie w takich wyrzeczeniach czy umartwieniach, będą bardziej czy mniej wysłuchane – od tych, w wygodnym miejscu czy pozycji? A może tak też jest z ilością modlitw – im więcej – tym lepiej?

Wielokrotnie spotykałem się, u wielu osób z wyrzutami sumienia, że czegoś się nie dopełniło, coś się zapomniało – a tyle przecież obiecało się Bogu, tak dużo było postanowień – szczególnie w modlitwach? Czy oby to człowiek za bardzo nie zagmatwał sobie dostępu do Boga? Przecież im więcej się na siebie weźmie, tym trudniej budować coś z miłości. Raczej – miłość zaczyna szybko przechodzić w obowiązek, a później w zmęczenie i zniechęcenie. Czy umartwienia, wielka ilość nabożeństw są miłe Bogu?

W tych moich rozważaniach przypomniałem sobie tekst 4 prefacji na okres zwykły – „Chociaż nie potrzebujesz naszego uwielbienia, * pobudzasz nas jednak swoją łaską, * abyśmy Tobie składali dziękczynienie. * Nasze hymny pochwalne niczego Tobie nie dodają, * ale się przyczyniają do naszego zbawienia, * przez naszego Pana Jezusa Chrystusa.”

Ta prefacja potwierdza, że nic Bogu dać nie możemy. Ale to wszystko, ma jakiś cel, bo jednocześnie czytamy, że Bóg pobudza nas łaską. A więc jaki jest ten cel? Odpowiedź znajduje się w ostatnim zdaniu – im więcej wysiłku w coś wkładamy, tym bardziej ubogacamy siebie, a to przyczynia się do naszego zbawienia, które jest nam zaoferowane przez Chrystusa.

Pielgrzymki, które podjąłem w sierpniu – były swoistego rodzaju wyrzeczeniem. Można przecież było czas spędzić – na plaży, czy w górach. Ale nie żałuję niczego, co wtedy się wydarzyło. Czas poświęcony na modlitwę, radość ze spotkań z ludźmi, doświadczenie czegoś nowego, przełamanie lęków, lenistwa i pewnie wiele innych – spowodowało, że jestem bardziej ubogacony. Oczywiście bez tego wszystkiego bym żył, ale czegoś by pewnie brakowało. Może – nie zadawałbym sobie takich pytań jak teraz? Pewnie, że ktoś powie, przecież wyjazd na odpoczynek, gdzieś na plażę, też może być jakimś ubogaceniem – i tam można kogoś spotkać! Owszem zgadzam się – ale to ja w swojej wolności decyduję się na to, w jaki sposób wykorzystam swój czas, jak będę kształtował siebie i ile z tych wyborów, doświadczeń mnie ubogaci. Bo mogą być takie wybory, które będą mnie ogołacać, pozbawiać godności lub nie daj Bóg spowodują, że oddalę się od zbawienia – odrzucają Chrystusową propozycję tzn. odwracając się od Niego.

To co się we mnie zmienia i czyni mnie lepszym, staje się realnym UWIELBIENIEM BOGA. Jakby Bóg patrząc na mnie chciał powiedzieć – oto moje dziecko – moje dzieło. Jestem z niego dumny! To tak trochę jak w domu, kiedy rodzice chwalą się znajomym swoim dzieckiem.

Może wreszcie nasze wybory, które bywają trudniejsze, a wynikają z miłości, będą zbawienne dla innych? Kto wie – w wielu prywatnych objawieniach słyszymy, że Chrystus, czy Maryja chcą, aby przez posty i cierpienia wypraszać łaski i odpuszczenia win, tym którzy bluźnią wobec Boga słowem czy czynem. A więc czasami bywa tak, że nasze wyrzeczenie uratuje kogoś, kto swoje życie zniszczył. Ono może stać się ubogacające i oczyszczające dla tych, którzy zagubili się w grzechu.

Co do ilości modlitw – to jestem zdania, że każdy czas poświęcony Bogu – nie będzie daremny. Zawsze jakieś owoce będą. Natomiast bardziej skupiłbym się na ich efektywności. Warto zadać sobie pytanie, czy ilość modlitw, a może jakość modlitw będą bardziej owocne. Może nie warto się zobowiązywać do czegokolwiek, a budować takie relacje, które będą wynikały z pragnienia, a przez które będzie się przejawiała prostota? Choć z drugiej strony może czasami warto zrobić jakieś postanowienia, aby się zmotywować – ale zanim się to zrobi to trzeba się zastanowić, czy nie będzie ono przekraczało moich możliwości. Modlitwa, która będzie przepełniona frustracją, czy zwykłym zmęczeniem – bo nagle okaże się, że dużo tego – może być mało efektywna. Niech więc relacje z Bogiem, który nas kocha, będą jak najbardziej proste i szczere, ale w ilości przemyślane.