Oszukałeś mnie Boże!

Oszukałeś mnie Boże!

„…Uwiodłeś mnie Panie, a ja  pozwoliłem  się uwieść; ujarzmiłeś mnie i przemogłeś…” Jr 20, 7-9

Takich momentów w życiu chyba nikomu się nie życzy. Nie słyszałem, aby ktokolwiek powiedział mi, że życzy mi kryzysu w wierze. Raczej szukamy dróg, które pozwolą nam w niej wzrastać. To wydaje się bezpieczniejsze. Jeremiasz nie miał tak łatwo. Kiedy Bóg go powołał, był jeszcze młodzieńcem. Pewnie był pełen ideałów. Przecież Bóg go posyła do wielkich rzeczy, więc co mogłoby pójść nie tak. Wydaje się, że to najlepsza droga do sukcesu. A jednak, urok powołania minął. Już nie był chętnie słuchany, ludzie kpili  z niego, a jego młody wiek nie był dla wszystkich przekonujący.

Rozczarowanie to chyba najłagodniejsze stwierdzenie, które w takiej sytuacji można wykrzyczeć. Być uwiedzionym przez kogoś, to nic innego jak być oszukanym czy  idąc w skrajność „zgwałconym”. Oto sytuacja Jeremiasza, która dotyka wielu osób, które naprawdę chciały poświęcić się dla Boga, ale poczuły się zawiedzione. Z wiarą miało być łatwiej, Bóg miał błogosławić, życie miało stać się prostsze a sprawy, które ciążyły miały być rozwiązane. Nic takiego się nie stało, więc po co dalej ufać Bogu.

Jeremiasz postanowił  tak jak wielu rozczarowanych przerwać przyjaźń  z  Tym, który go wezwał. „I powiedziałem sobie: Nie będę Go już wspominał ani mówił w Jego imię!” Jr 20, 9. To dla proroka staje się momentem zwrotnym. Odejście od Boga miało go wyzwolić z cierpienia. To miała być szansa na to, aby uciec od ciężaru powołania, a powód był słuszny – Bóg mnie zostawił! Ta reakcja staje się tak bardzo ludzka. Natłok problemów i nieszczęść może wywołać w człowieku słabość i lęk przed przyszłoscią. A może idąc dalej, takie  doświadczenie wywołuje brak nadziei, że może coś się zmienić.

Jak kończy się skarga Jeremiasza? „Ale wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień, nurtujący w moim ciele. Czyniłem wysiłki, by go stłumić,
lecz nie potrafiłem” Jr  20,9. Ucieczka nie zawsze jest rozwiązaniem. Kiedy odkryje się swoje powołanie, to zrzucenie balastu, który ciąży nie musi  czynić mocniejszym. Drogą do zwycięstwa staje się zmierzenie z trudnościami. Człowiek nie zazna pokoju wiedząc, że uciekł przed „pasją” powołania.

Ciekawe jest jeszcze jedno stwierdzenie proroka, które pojawia się tuż po tym, jak prorok doświadcza przynaglenia, aby wbrew rozsądkowi zmierzyć się z tym, co jest dla niego trudne. Prorok pisze – „Ale Pan jest przy mnie jako potężny mocarz; dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą. Będą bardzo zawstydzeni swoją porażką, okryci wieczną i niezapomnianą hańbą.” Jr 20,11. Ten fragment odsłania na nowo wzrok prorokowi, który przesłonięty był niepowodzeniami. Może dopiero w takich momentach można zobaczyć, że Bóg nie zostawia. Może prorok potrzebował takiej misji, aby bardziej do siebie przepowiadać niż do ludzi. Może to była droga jego dojrzewania do spotkania z Bogiem.

Wiem jedno, że dla proroka, kryzys wiary stał się drogą,  która doprowadziła go do większej ufności. To dzięki tym doświadczeniom prorok może stwierdzić, że Bóg jest dla niego mocarzem, który go chroni. To On mimo, że czasami wydaje się, że jest głuchy na nasz los staje się obroną. Dlatego, jeśli miałbym komuś życzy silnej  wiary, to tylko takiej, u fundamentów której będzie świadomość Bożej opieki. Jeśli dziś tej świadomości nie ma, to może kryzys nie jest nieszczęściem, ale szansą  do zrozumienia, że bez Boga człowiek jest słaby.