Oj tłoczno było...

Oj tłoczno było…

Moja znajoma – opowiadała z wielkim entuzjazmem – jak to do „roboty” musiała jechać w niedzielę. Nie widziałem w niej jakiejś wielkiej radości. Trochę się nie dziwię… A może ktoś powie, że polak tylko narzekać potrafi, zamiast brać się do roboty. Przecież zachód trzeba dogonić, a handel gospodarkę nakręca. Zresztą, chcesz jeść to pracuj – sam św. Paweł o tym pisze. A Kościół naucza, że człowiek ma prawo do pracy. Tak więc wszystko się zgadza. Szkoda tylko, że moja znajoma nie ma czasu dla rodziny, już nie piszę o jakimś odpoczynku… Ale to nie koniec jej frustracji. Pojechała do pracy, która mieści się w jednym ze sklepów w galerii. Zjeździła się jak „głupia”, żeby gdzieś tylko móc zaparkować. Mówi, że jeszcze nigdy tak nie było. No cóż, pogoda rewelacyjna na zakupy – skoro deszcz pada i zimno. W końcu udało się jej gdzieś zaparkować. Z lekko podniesionym ciśnieniem, a zarazem z wielką radością, że dla ojczyzny może się przysłużyć – bo przecież trzeba pracować na to, aby Polska zawsze była zieloną wyspą w Europie – nie tak jak Niemcy, którym w niedzielę nie chce się pracować – weszła do swojego ulubionego sklepu. Jakże przepełniona była radością, gdy oto ok. 40 letni synek przyprowadził swoją mamę na zakupy. Długo trwały – bo po godzinie – wybierania w towarach – wyszli – NIC – nie kupując… Owa koleżanka z radością pożegnała miłych klientów – wręcz z „wielką miłością machając im na pożegnanie”. No cóż, trzeba szanować klienta – nawet jeśli w niedzielę przy zakupach jest lekko marudny… w końcu – klient – nasz pan. Pewnie długo, by opowiadać o niedzielnych zakupach… Dochodzę do wnioski, że może, za mało dni ma tydzień – a jakby tak zrobić tydzień, który będzie miał dziesięć dni – „tak jak przykazania” i wtedy trzeci dzień byłby wolny – tak, żeby go wreszcie uświęcić – tak – tylko dla Pana i ducha. Może wtedy ludzie by się wyrabiali z zakupami. A przy okazji dali odpocząć tym, którzy w tych sklepach muszą siedzieć. Mówi się, że wszystko od szefa sklepu zależy, a ja piszę, że wszystko zależy od frekwencji w niedzielę. Idziesz kupować – to frekwencję podwyższasz i tyle… Może powiesz wielka mi różnica – czy pójdę czy nie – ale, to tak jak z wyborami – nawet jeden głos się liczy. Dziwne więc to wszystko jest – 80% katolików w Polsce – którzy dzień Pański świętować powinni – a więc skąd ta wysoka frekwencja? A może, tylko niektóre przykazania powinno się wypełniać? Jakoś niedouczony jestem… To które by sobie tu wybrać?… hm – może jakieś jedno chociaż – tak, żeby Bóg nic nie mówił, że Go „olewam”. A wracając do rzeczywistości – chcesz utrzymać rodzinę to pracuj – a jak będziesz miała jakąś niedzielę wolną, to sama idź na zakupy i podenerwuj innych. Przynajmniej się wyżyjesz. A pieniądze zarobione w swoim sklepie, będziesz mogła zwrócić szefowi czy korporacji… Dzień za dniem ucieka… a my ciągle o ziemi myślimy… Panie, kiedy pomyślę o Tobie – skoro niebawem mamy się zobaczyć…