Odsłonić Boga

Odsłonić Boga

Wow – ale miałem dziś sen…! Pewnie zaraz wszyscy będą sobie zadawać pytanie, czy ksiądz wierzy w sny? Nie będę się tym zajmował w tym rozważaniu – bo to jest temat na osobny wpis. Ten sen jakby na to nie spojrzeć dał mi dużo do myślenia. Śniłem o tym, że mam jakieś spotkanie z młodzieżą ze wspólnoty. Z tego co pamiętam, było ono dość żywe. Szczególnie zapamiętałem, że jedna z dziewczyn dość prowokacyjnie zadawała pytania. Wyczuwałem, że z jednej strony bije od niej ciekawość, a z drugiej jakby chciała mnie pochwycić na słowie i udowodnić, że czegoś nie wiem. I to co najważniejsze, pod koniec mojego snu kiedy w pewnym momencie podszedłem do niej, aby coś wytłumaczyć, ona powiedziała mi takie słowa – „proszę się tak nie wychylać, bo zaczynasz mi zasłaniać BOGA”. Pamiętam to bardzo wyraźnie…

Obudziłem się dość gwałtownie z myślą, że nie może mi to umknąć – muszę ten sen zapamiętać!

Może to prawda o mnie…? Kto wie, może rzeczywiście próbuję wpychać się przed Boga. Są w życiu, takie momenty, że rodzi się pokusa, aby bardziej zaufać sobie niż Jemu.

Wielokrotnie, gdy ludzie przychodzą, aby pogadać o różnych sprawach życiowych, zadaję sobie pytanie ile z tego, co mówię jest ze mnie, a ile z Boga? Może zbyt często przypisuję sobie różnego rodzaju zasługi, zamiast wejść w cień i pozostawić przestrzeń dla Niego. Szczególnie tego doświadczam, kiedy wydaje mi się, że niewiele pomogłem, zapominając o tym, że to nikt inny jak Bóg ma przemieniać i uzdrawiać.

Muszę sobie na co dzień uświadamiać, że nie ja zbawiam świat! Gdybym tak myślał, uzurpowałbym sobie chwałę, która do mnie nie należy. A czasami tak może być kiedy udzie cię chwalą, a ktoś nie umie nad tym panować. Świat zbawił Chrystus, a ja jak mi się zdaje nieudolnie, próbuję wskazać drogę do Niego.

Świadomie piszę nieudolnie – ponieważ prawie codziennie widzę, jak wiele rzeczy mi nie wychodzi. Wiele z nich wynika z lęków, ale wiele też z jakiegoś lenistwa. Sprawy trudne wielokrotnie mnie przerastają i właśnie szczególnie wtedy mogę zobaczyć, jak niewiele mogę. Ta bezsilność, stawia mnie do pionu, pokazując, że od leczenia jest tutaj ktoś inny.

Reasumując stwierdzam, że sen poniekąd było o moim prawdziwym JA. Wiele gadam, a tak mało odkrywam Jego osobę. Czasami wydaje mi się, że to nie Chrystus jest przede mną, ale ja przed Nim.

Jedynym lekarstwem na tę chorobę jest – POKORA, której co rusz mi brakuje.

Uchroń mnie Panie przed pychą, która zabija ludzką wrażliwość i jasność oceniania rzeczywistości. Jeśli tylko chcesz, to przypominaj mi o tym jak najczęściej, nawet przez sen.