Oblubienica zdobna w swe klejnoty ;)

Oblubienica zdobna w swe klejnoty ;)

Byłem niedawno u pewnej pani z komunią świętą i namaszczeniem chorych. Ostatnio „bidulka” strasznie podupadła na zdrowiu. Odwiedzam ją co miesiąc – by przywieźć jej Pana Jezusa w Eucharystii. W tym miesiącu z racji kolędy – wizyta miała się nie odbyć. To spotkanie – rzec by można – było nadzwyczajne. Bardzo się ucieszyła – gdy niespodziewanie się pojawiłem… Wcześniej gdy ją informowano, że mam być nie chciała uwierzyć – przecież miałem się pojawić miesiąc później. Najpiękniejsze w tym wszystkim było to, że przyjęła Jezusa w sakramentach oraz jeszcze jeden drobny fakt, który zapamiętam do końca życia… W momencie kiedy odmawiałem odpowiednie modlitwy i byłem już przy najważniejszym momencie – przed udzieleniem Komunii Świętej – nagle – jakby z jakimś dziwnym ożywieniem – nasza bohaterka krzyknęła do swojego opiekuna (chyba bratanka) – „A dałeś mi moje – zęby…”. Strasznie mnie to rozbawiło… Babcia już bardzo schorowana – chciała być piękna – raczej nie dla mnie… a dla Jezusa, który przyszedł…

Być pięknym dla niego… Oblubieniec przychodzi… A oto przed nim „oblubienica zdobna w swe klejnoty…”

Może zęby nie należą do klejnotów o których często się pisze – ale co mam to Ci daję :). Jak ja bym chciał być gotowy i przygotowany – kiedy Chrystus przyjdzie… Ciągle przypominam sobie wtedy tekst z Pisma Świętego o pannach mądrych i głupich… Zapalone pochodnie – to gotowość, czujność. Brak oliwy – to senność, zniecierpliwienie i wreszcie rezygnacja.

Ona chciała była gotowa – nawet o zębach pamiętała… WOWww