"O UKŁADZIE SŁONECZNYM"

„O UKŁADZIE SŁONECZNYM”

Jeden z ojców duchownych kieleckiego seminarium powiedział do kleryków – „Miejscem centralnym całego budynku seminaryjnego jest tylko jedno miejsce – kaplica! Jeśli w życiu kleryków czy seminarium tak się zdarzy, że to miejsce zajmie inne pomieszczenie – to seminarium takie nie powinno istnieć” – takie słowa przytoczył dzisiaj w naszym kościele jeden z profesorów, który wraz z klerykami przeżywał tzw. dzień seminaryjny. Ale na tym nie koniec – mówił dalej – „gdyby w życiu księdza, Chrystus nie był na centralnym miejscu – to taki ksiądz nie powinien być księdzem…”.

Napiszę więcej – gdyby chrześcijanin nie miał w centrum swojego życia Chrystusa – nie powinien mówić, że jest chrześcijaninem…

 Odkryć centrum swojego życia…! Hmm… To tak jak w naszym układzie słonecznym – w centrum jest Słońce i wszystko wokół niego się kręci. Gdyby, któraś z planet „postanowiła” kręcić się wokół innej gwiazdy – nie byłaby już w układzie słonecznym i wszystko mogłoby się zmienić – łącznie z tym, że pewnie by to wpłynęło na nią samą i na bieg innych planet oraz ich przyszłość.

Kiedy człowiek odnajdzie punkt odniesienia – jest wtedy w stanie utrzymać pewien kurs w swoim życiu. Taki punkt odniesienia, porządkuje wybory, jest się do czego odnieść i skorygować to, co mogłoby być zbytnim odejściem od wytyczonych sobie granic. Szczególnie jest to potrzebne, kiedy człowiek ma pokusę dania sobie na tzw. „LUZ”. Wtedy, wszystkie postanowienia mogą iść „w łeb”. To ustanowienie sobie pewnych granic – nie ma na celu pozbawiania się wolności, ale raczej jej służy. Ponieważ, kiedy człowiek pozbawia się pewnych zasad, może łatwo popaść w niewolę. A owe granice, które sobie można postawić wynikają tylko i wyłącznie z wolnych decyzji. Nikt ich przecież nie narzuca! No chyba, że u kogoś jest inaczej – to wtedy mamy problem.

I ostatnia rzecz – punkt odniesienia musi być stabilny, niezmienny. Po długich przemyśleniach doszedłem do wniosku, że na świecie nic nie jest stabilne – wszystko się zmienia w zależności od epoki, poglądów, mody czy panującego systemu. To tylko świadczy o tym, jak człowiek jest mało stabilny! Jeśli więc miałoby być coś bardziej stabilnego – to oprócz Boga – nie mam innych pomysłów.

W Piśmie jest napisane, że jak Bóg raz wypowie słowo – to go już nie cofa. Dlatego, każdy chrześcijanin, musi mieć Chrystusa w centrum, ponieważ każde spojrzenie na Niego – w nasze życie może wprowadzić stabilizację. Odczytując swoje życie w Nim, jestem gotowy, jak On iść wytrwale drogą powołania, która zakłada realizację Bożego planu. Na domiar tego – w Nim jestem stabilniejszy poprzez to, że nie zbaczam z kursu, tzn. trwanie w Nim – czyni mnie nieczułym na wszelkie przeciwności, które często łatwo mogą zniechęcać.

Chryste – bądź Słońcem mojego życia!