O krok od śmieszności

O krok od śmieszności

Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: „Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon”.
Skoro usłyszał to król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz.
Ci mu odpowiedzieli: „W Betlejem judzkim, bo tak napisał prorok:
A ty, Betlejem, ziemio Judy,
nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy,
albowiem z ciebie wyjdzie władca,
który będzie pasterzem ludu mego, Izraela”…

Oto fragment Ewangelii św. Mateusza – czytany w uroczystość Objawienia Pańskiego. Mam świadomość, że już wiele komentarzy usłyszeliśmy odnośnie tego tekstu. Ale i ja spróbuję podzielić się pewnymi spostrzeżeniami.

Rozmyślając nad tym tekstem zauważyłem dwie przeciwstawne postawy.

Pierwsza – to ta, którą ukazują mędrcy. To dość ciekawe postacie – magowie – którzy ufają jakiejś gwieździe, narażając swój autorytet na wyśmianie. Z porażającą – powagą – wkraczają w świat ludzi bogatych, niebezpiecznych. Nie mając nic ze sobą, oprócz przekonania, że narodził się nowy KRÓL – sieją strach i popłoch. To ludzie – żyjący jakby gdzieś w chmurach, mający zapatrzone głowy w gwiazdach – wydawałoby się dość niepoważni w tym wszystkich – wprowadzają w życie zadufanych w siebie – stabilnych ludzi – jakieś zachwianie, lęk.

Jakim trzeba być, aby ludzie zanurzeni w sprawy tego świata – potraktowali ludzi wierzących na serio? Przecież dla wielu – jesteśmy jakby ludźmi  z „kosmosu”… – jak ci magowie – dość egzotyczni… Żyjemy na tym świecie, ale jakbyśmy byli z innego… Ludzie wierzący, często są niezrozumiani, kiedy budują przyszłość na zaufaniu Bogu. A jednak – można wprowadzić w świat wydawałoby się bardzo racjonalny – zamęt. Tylko trzeba być jak – mędrcy – pewnym siebie, mówiąc o Synu Bożym – z jakąś niewyjaśnioną – powagą i pewnością. Brak pewności u ludzi wierzących – wywołuje lęk, a w konsekwencji – jakąś śmieszność…

Druga postawa zgoła inna – Herod – woła do siebie – arcykapłanów i uczonych. Ten świat – to świat ludzi światłych, – który jakby nie chciał się przyznać do tego, że Bóg przychodzący na ziemię może być prawdą… Znają dobrze przepowiednie – ale nie traktują ich poważnie. Stają się w tym wszystkim tak racjonalni, że aż śmieszni. Pod nosem – rodzi się Zbawiciel, znają Pisma, – rzecz by można, że nawet wierzą – a jednak są tak daleko. Racjonalność i poddaństwo władzy – HERODA – paraliżuje ich pragnienie zobaczenia Boga. Nie wypada przecież w tym świecie zbytku – iść do jakiejś groty – za gwiazdą. Przecież to może wywołać śmieszność! Grota – to nie dobry pomysł, na przyjście Boga. Ale przecież w ciemność wchodzi Bóg…? Widocznie – niektórzy w tej ciemności czują się dobrze. Pytanie tylko, czy owa ciemność w której żyją ludzie rzeczywiście jest rozświetlana Bożym blaskiem? A może ludzie ową światłość wprowadzają w taką ciemność, z której ma nie wyjść – jak najdalej od swoich interesów – zamykając ją najgłębiej jak się da, aby się nie wydostała i nie pokrzyżowała ludzkich planów, interesów?

Konkludując można rzec – to straszne, że Ci, którzy byli tak blisko – nie odkryli w dziecięciu Boga, Ci zaś, którzy nie powinni się znaleźć w Betlejem – tam dotarli. Co ciekawe – zobaczyli Boga w czymś mało nadzwyczajnym. Po wielu kilometrach podróży – zobaczyli go w zwykłym dziecku… Czy czuli się rozczarowani..? – nic o tym w Piśmie Świętym nie wyczytamy. Wiemy tylko jedno – oddali Mu pokłon i złożyli dary. Boga można więc odnaleźć w tym co zwykłe – jeśli się zaryzykuje. Nie trzeba widowiska, ani fajerwerków.

Chciałbym Panie – jak mędrcy – ujrzeć Cię w prostocie – a jednocześnie być tego tak pewnym jak oni… To są moi bohaterowie…!!!