Nowe

Nowe

Od dzisiaj mam coś, co dla mnie jest zupełnie obce – nowy blog – dzięki Damianowi. Kompletnie nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi, ale może czegoś nowego się nauczę. Zresztą nowe zawsze przeraża, bo wchodzi się w rzeczywistość nieznaną. Nie wie się, co jest dalej, co to da? Pamiętam jak kiedyś z młodzieżą z Jędrzejowa byliśmy w Rabce. Chcieliśmy odprawić mszę w plenerze, co okazało się, niełatwą sprawą… W końcu znaleźliśmy dogodne miejsce ale, żeby tam dotrzeć, trzeba było pokonać mały odcinek grząskiego terenu (takie małe bagienko… :)) Na przód został wysłany ks. Miłosz, z którym razem współpracowałem na parafii – z racji, że był trochę cięższy ode mnie – przewodził całemu peletonowi – ja asekurowałem go w tyle (na tyle na ile mogłem :)). Wyszliśmy z założenia – jeśli on przejdzie to reszta również – i udało się – w przepięknym zakątku nad jeziorkiem mięliśmy mszę świętą – SPOTKANIE Z CHRYSTUSEM W EUCHARYSTII. W pokonaniu tego co nieznane potrzebna jest odwaga – Chrystus mówi – „wypłyń na głębię” Łk 5,4. To nie jest przygoda dla mięczaków – ale dla odważnych. Szczególnie to widać – kiedy ludzie zastanawiają się nad swoim powołaniem – (ciągle widać u nich lęk, że nie dadzą rady)… Kolejna rzecz – to asekuracja i wsparcie – wierzę, że jest w życiu wiele możliwości doświadczenia – pomocy. Od modlitwy i rady innych, wreszcie po samą Bożą opiekę. Przecież – często mówimy, że Bóg nad nami czuwa – a z drugiej strony tak bardzo wątpimy. Naiwny jest ten, który mówi, że Bóg nie jest w życiu obecny, nie interesuje się. Może bardziej trzeba spojrzeć na to, czy gdzieś się z nim nie mijam? Te dwa elementy mogą wreszcie przynieść jakiś owoc. Nie wątpię aby był on mniej wartościowy od tych, które otrzymujemy w decyzjach tzw, schematycznych – czyli wybieram to, co bezpieczne, nie ryzykuje. To bardzo łatwo wprowadza szarość w życiu. Takie życie staje się nudne i bezbarwne. Jeśli ryzyka się nie poniesie – to i nie będzie efektów. Ja to ryzyko poniosłem – wstępując do seminarium – nie było łatwo – ale zaryzykowałem – jaki owoc to przyniesie – czas pokarze, ale jedno wiem zaprowadziło mnie to do tego, co było na wycieczce – do spotkanie Chrystusa w Eucharystii, którą codziennie celebruję i gdzie dotykam Tej świętości – swoimi niegodnymi rękami – o czym wcześniej nie marzyłem. No cóż – Bóg zawsze więcej daje … Wracając do mojego bloga – wchodzę w coś co jest dla mnie obce – ale mam nadzieję, że jakiś owoc to w przyszłości przyniesie – a oto adres do niego – https://boryn.blog.deon.pl/ – jest jeszcze w remoncie – ale może w przyszłości coś się zmieni POZDRAWIAM