Niesamowite oczy!

Niesamowite oczy!

Nigdy nie widziałem takich oczu? Było w nich coś niesamowitego… A widziałem je tylko przez parę sekund. Bił z nich jakiś wyjątkowy spokój. Sam nie wiem jak to możliwe, aby z oczu coś takiego wyczytać. A pierwsze słowa były tak ciepłe, że wydawało się, iż ta osoba przepełniona jest jakimś dziwnym mistycyzmem, a zarazem pokojem.

Działo się to wiele lat temu, kiedy jeszcze byłem klerykiem. Już  nawet nie pamiętam, co ja tam robiłem. Pewnie musiałem podawać jakąś przesyłkę. To było wyjątkowe miejsce – klasztor sióstr dominikanek.

Pojechałem z moim kolegą. Tradycyjnie nasze kroki zaprowadziły nas na furtę. Była dość obskurna – jak na mój gust – i trochę surowa. Przy ścianie wisiał jakiś sznurek,  a obok było coś, co się obracało i przypominało bęben w pralce. To coś zakończone myło z jednej strony kratami i miejscem do którego można było włożyć – np. przesyłkę czy inne rzeczy. Na ścianie wisiał albo jakiś obraz, albo krzyż – już dokładnie nie pamiętam. Na pierwszy rzut  oka – pomyślałem sobie – masakra – jak można tak żyć. Rozumiem różnego rodzaju wariactwa, ale po co, zamykać się za kratami, żeby służyć Bogu? Zresztą Chrystus posyłał do ludzi, aby czynić im dobro – nic nie mówił o zamykaniu się za kratami. Ale pomyślałem sobie – uspokój się – jesteś przecież klerykiem, a więc powinieneś przyjąć to z pokorą i rozumieć. Przecież ludzie w różnych miejscach i sytuacjach się odnajdują. Mają  różne powołania i mają prawo do wyboru takiej drogi życia, jaka jest im właściwa i w jakiej chcą trwać. Pewnie takie ich życie bardziej przemawia, niż niejedne słowa księdza!

Pociągnąłem dwa razy za sznurek… W oddali można było usłyszeć dźwięk dzwonka. Trochę przypominało mi to seminarium. Tam też czasami między lekcjami używano takiego dzwonka. To trochę jak dawniej w szkołach, kiedy jeszcze nie było tych elektrycznych. Usiedliśmy na ławce i zaczęliśmy czekać… Po chwili usłyszeliśmy ciche kroki jednej z sióstr. Po chwili – owo  urządzenie – podobne do bębna od pralki – przekręciło się i w krótkiej chwili pojawiły się kraty, a za nimi ledwo widziana twarz. „Szczęść Boże – w czym mogę pomóc” – usłyszeliśmy ten wyjątkowo spokojny głos… „Szczęść Boże – no by my…yyyyy przyszliśmy z małą paczką dla jednej z sióstr”… Przez chwilę przeleciała mi myśl – to jakaś młoda osoba – a mnie się wydawało, że są tam tylko staruszki? „Dziękuję bardzo – a od kogo ta przesyłka?”… Po chwili zamyślenia odrzekłem – „Od jednego z braci zakonnych, który był u mnie w gościach”… „To proszę mu bardzo podziękować” – odpowiedziała. I po chwili – ów bęben się przekręcił.

Odwróciliśmy się na pięcie – i równocześnie powiedzieliśmy – widziałeś jej oczy!

Podobno ktoś, kto patrzy drugiej osobie w oczy – to jakby odkrywał jej duszę! Może dlatego tak szybko uciekamy ze swoim wzrokiem, jeśli ktoś zbyt długo nam się przygląda. Odczuwamy wtedy wielkie zakłopotanie i dyskomfort.

My nie mieliśmy na to zbyt wiele czasu. Owa siostra szybko zniknęła za murami klasztoru.  Wiem jedno, było w tych oczach coś niesamowitego. Zresztą poza nimi – nic więcej nie było widać. Ale te oczy pokazywały jakieś jej piękno i wcale tu nie piszę o jakimś  pięknie fizycznym – bo o tym nie jesteśmy w stanie prawie nic powiedzieć, ale duchowe! Jakby mówiły o tym, co ta osoba ma w duszy – jaki stan. Była przepełniona jakąś światłością, której nie jestem w stanie opisać.

Często myślimy, że świat nas zadowoli. Że tylko tutaj  będziemy szczęśliwi, kiedy odpowiednio się wyszalejemy, zabawimy czy w jakiś inny sposób wyluzujemy. Jakby nie było innej opcji – bycia szczęśliwym. Coraz bardziej jednak się przekonuję – że są różne rodzaje szczęścia i radości. Dla niektórych to będą chwile euforii, a dla innych stan, który nie zmienia się w momencie zakończenia imprezy. To stan, który nie wymaga szczególnych wspomagaczy chemicznych. Głupcami się Ci, którzy nie widzą innych możliwości doświadczenia szczęścia. Można żyć za kratami i murami klasztoru, a być bardziej wolnym niż ci, którzy myślą, że w wolności wybierają. Można być bardziej radosnym i mniej samotnym, niż ci, którzy otoczeni są tłumami, które samotność  zagłuszają.