Nie zostawiaj mnie samego...

Nie zostawiaj mnie samego…

„A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: „Miejsce tu jest puste i pora już spóźniona. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności”. Lecz Jezus im odpowiedział: „Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść”. Mt 14,14

To dla mnie dość mocne słowa, szczególnie wtedy, kiedy pojawia się bezsilność. Rzecz dzieje się po śmierci Jana Chrzciciela. Ludzie w jednej chwili utracili, tego, który był głosem wołającym na pustyni i dajacym nadzieję. W historii – utrata przywódcy doprowadzała do końca daną bitwę. Śmierć przywódcy związana była z wygraną wroga. Wtedy najczęściej wojsko ulegało rozproszeniu, lub pozostałych zaś brano jako jeńców. Oto przykład historii, która wprowadza w ciemność.

W dzisiejszym fragmencie czytamy – „a gdy nastał wieczór”. Jakby autor chciał pokazać stan ludzi przegranych, wątpiących, osamotnionych. Co ciekawe – ludzie, którzy szli za Jezusem i odnaleźli Go na pustyni – mimo uzdrowień – nie wyszli z ciemności. Dopiero po uzdrowieniu – wchodzą w jakąś nagłą noc? Wydawałoby się, że uzdrowienie i doświadczenie obcności Chrystusa powinno wystarczyć. Zatanawiałem się nad tym i doszedłem do następującego wniosku. Doświadczenie obecności Bożej poprzez jakieś spektakularne wydarzenie, jeszcze życiu nie nadaje pełni jasności. Często takie doświadczenie oparte jest na czymś bardzo emocjonalnym. Może się okazać, że aby trwać w światłości potrzebujemy czegoś bardziej trwałego. Nie powinno się takich ludzi pozostawiać bez żadnej trwałej troski, czy formacji duszpsterskiej. Wiem to, po wielu swoich osobistych doświadczeniach. Szczególnie tego doświadczałem, po różnych ewangelizayjnych spotkaniach. Kiedy dany wyjazd dochodził do skutku i przeżycia po nim były pozytywne – bardzo łatwo, z tego dobrego doświadczenia ludzie przechodzili do codzienności, bez żadnego pogłębienia treści. Ów powrót do realiów, tzw. rzeczywistości studzi ducha. Często bywa, że zderzenie z rzeczywistością pokazuje – jak to, co przyjemne, a przede wszystkim dobre, jest bardzo kruche. I jak trudno odnościć to do rzeczywistości dnia codziennego. Człowiek szybko pasuje… – owe doświadczenia ulegają rozporszeniu. Potrzebne jest wsparcie i ciągły pokarm, dla tych, którym już sił brakuje.

Oczywiście powyższy przykład – to tylko jeden z wielu. Na świecie codziennie są ludzie, którzy potrzebują wsparcia. Może być tak, że dziś ty dajesz wsparcie, a jutro o nie sam będziesz prosił. Droga do świętości jest wtedy, kiedy nie pokonujemy ją samotnie, ale na niej znajdujemy tych, którzy podadzą pokarm. Chrystus nie zostawia tych ludzi samych – nie mówi im – radźcie sobie jakoś sami. Mówi wy dajcie im jeść.  To trudne zadanie – jeśli pojawia sie bezsilność. I to właśnie jest ten moment, kiedy należy dać przestrzeń Bogu. Jeśli dziś nie jesteś w stanie, to może proś Chrystusa o jakiś cud – pomoc. Kto wie, może z tego – NIEWIELE – co posiadasz – Bóg uczyni wielkie rozmnożenie…