Nic na siłę...!

Nic na siłę…!

To, że wiara wymaga od nas wolności chyba wszyscy wiedzą. Nic na siłę…! Nie można przekonać do Boga kogoś, kto nie jest wolny… Już przerabiałem wiele sytuacji, kiedy ktoś mnie – lub – ja kogoś „nagabywałem” do wiary. Sam czasami zadaję sobie pytanie, czy straszenie ucznia w szkole, konsekwencjami jego niechodzenia na religię – pobudzi w nim pragnienie Boga? Czy straszenie – niemożliwością bycia np. chrzestnym w przyszłości – bo obecnie ktoś z wiarą nie ma nic wspólnego – zmieni człowieka… – na tyle, aby ten autentycznie przyjął Boga, – a nie tylko po to, aby w przyszłości mógł jednak tę funkcję pełnić? Nie wiem? – Różne opinie słyszałem – że może, ktoś dzięki temu straszeniu zrobi w końcu jakąś refleksję i się nawróci – ale przecież ten ktoś, równie szybko może zniechęcić się do Kościoła – a tym samym bardzo szybko zamknąć rozdział pt. – „Wiara w Boga”. Strach więc nie jest wyśmienitym rozwiązaniem.

Ale czy poklepywanie się po plecach i mówienie, że wszystko jest dobrze, a Pan Bóg i tak Ci przebacza, jest tym właściwym rozwiązaniem i dobrą drogą. Okazuje się, że i ona nie jest właściwa – nie można usprawiedliwiać czegoś co jest złe… Człowiek przez takie coś traci wrażliwość… Rozmazują mu się granice między złem a dobrem… Taki stan doprowadza do braku pokory… To co robić? Aby zrozumieć nieco ten problem – warto najpierw zapytać się czym jest wolność?

WOLNOŚĆ – to – umiejętność – decydowania, wyboru tego co dla mnie jest dobre, bez przymusu w jakiejkolwiek formie. Bardzo ważne jest to aby pamiętać, że jest to wybór tego co dobre… Dlatego słynne „róbta co chceta” nie mieści się w ramach wolności – bo nie wszystko co chcę, musi przynosić dobro – znam to z autopsji.

Jeśli ani groźbą, ani prośbą – to JAK przekonać do wiary?

Człowiek musi mieć zawsze pozostawioną przestrzeń, w której będzie mógł decydować. Jest to przestrzeń wyłącznie dla niego. Bóg szanuje tę ludzką integralność. Ta ludzka swoboda winna rozwijać się przez doświadczenia, które w ciągu całego życia kształtują światopogląd. Człowiek stojący więc przed wyborami – musi odnajdywać wyraźne – nie zamazane – nie fałszywe sygnały, płynące od Boga, a tym samym od Kościoła w którym On działa. Sygnały mówiące o tym, że w poszukiwaniu prawdy i szczęścia, akurat ta droga jest najwłaściwsza. Tragedią ludzką staje się fakt, kiedy tej wyrazistości brakuje. Można często obwiniać człowieka, że jest daleko od Boga, że nie żyje sakramentami, że tak często upada – nierzadko strasząc go nawet piekłem – zapominając o tym, że wielokrotnie człowiek poszedł inną drogą, bo nie doświadczył prawdy i miłości w Kościele. Łatwo jest obwiniać innych – nie zadając sobie pytania – dlaczego jednak ta osoba nie wybrała Kościoła?

Sam mam różne doświadczenia… Kiedy widzę nabożeństwa smutne, nudne albo zbyt frywolne, płytkie czasami wręcz naiwne – to zastanawiam się – co mnie jeszcze trzyma przy Kościele? Odpowiedź zawsze jest jedna – BÓG. Ktoś może powiedzieć – mnie Bóg też trzyma, ale nie przy Kościele – tam go nie znalazłem… Taka odpowiedź jest porażająca – bo uświadamiam sobie, że często taka wizja Kościoła do którego i ja należę – i takie jego doświadczenie doprowadza do stwierdzenia – jesteście jak „groby pobielane” – na zewnątrz piękne, a w środku smród.

Na szczęście – obraz Boga jaki mam – a i tak pewnie daleko do prawdziwego – jest na tyle wystarczający, aby trwać niewzruszenie. Jedynie Bóg – staje się Tym, który w pełni szanuje moją wolność, a zarazem delikatnie ukazuje swoją miłość. W swoim życiu doświadczyłem też ludzi – Kościoła – świętych, którzy dali mi doświadczyć Bożej miłości. Owszem ogarnia mnie ból – kiedy wiem, że bardzo wiele osób – nie ma takiego obrazu i  takiego doświadczenia. Brak silnej więzi z Nim pozbawia również złudzeń – człowiek taki, szuka szczęścia gdzieś indziej. Kościół w którym są tylko ludzie, a nie ma Boga – niczym się nie różni od świata – przez który Kościół jest znienawidzony. Stojąc więc przed wyborem tego, co w moim doświadczeniu jest obłudne – wolę wybrać wtedy inną opcję.

Na nowo więc trzeba szukać prawdy o sobie w Bogu. W Nim odnajdywać siłę do uczenia się pokory wobec siebie i drugiego człowieka. Na nowo zdobywając zaufanie do tych, którzy w wolny sposób chcą się na coś zdecydować..

Codziennie zadaję sobie pytanie – ile dziś było Boga we mnie? Czy dziś pomogłem komuś zdecydować się na przygodę z Bogiem, czy jednak było odwrotnie…

Panie wyprostuj moje ścieżki… abym znów nie błądził.