Mogę wam opowiedzieć wiersz o miłości...?

Mogę wam opowiedzieć wiersz o miłości…?

„To może ja powiem wiersz o miłości… czy mogę?… po 17 latach kobieta mnie „kopnęła”, a ja jej napisałem wiersz… mam jeszcze inne – napisałem jej ponad 300, a najbardziej lubię ten o niepewności…”

W taki to właśnie sposób dosiadł się do nas pewien nieznajomy, który pewnie przypadkiem usłyszał jak z pewnym gościem roztrząsałem temat dotyczący budowania w życiu odpowiedzialnej miłości.

„A czemu nie – niech pan mówi” – odpowiedziałem.

Powiedział jeden, potem drugi i wreszcie ten, który najbardziej lubił O NIEPEWNOŚCI. Kiedy skończył zapytał – „czy mogę się dosiąść”. Zauważyłem, że nie był zbyt trzeźwy, ale też nie był na tyle pijany, że nie można byłoby z  nim porozmawiać… „Siadaj – co się stało?”…

Nie będę opisywał w szczegółach co mówił, ale ogólnie temat dotyczył zdrady, przyłapania żony na gorącym uczynku z kochankiem, niekończące się sądy, chęć spotykania z dziećmi. Zresztą widać, że bardzo mu na dzieciach zależy, był z nich bardzo dumny, mówił, że są podobne do Niego i, że są bardzo zdolne. Zwrócił nawet uwagę na to, że matka odciąga ich od Boga, a sam chciałby, aby miały z Nim kontakt.

Zapytałem Go, czy mimo tego całego zawodu i nienawiści żony do niego, dałby jej szansę? Bez większego zawahania powiedział, „Mimo tych wszystkich rzeczy – to jednak moja żona, mógłbym mieć inne… mało takich jest wokół mnie”.

Mówi – „dziś piję – bo właśnie widziałem moją żonę z dziećmi – byli 20 metrów ode mnie – a je nie mogłem się do nich zbliżyć – sąd mi zakazał. Z dziećmi mogę spotykać się tylko w soboty. Raz podszedłem, to żona oskarżyła mnie, że ją napadłem. Wiem, że mam też swój problem, chodzę na AA, ale wiem, że jestem w stanie wytrwać, zmienić się”.

Po tej całej opowieści postanowiłem się ujawnić – „Nie wiem jak Ci to powiedzieć – i nie wiem jak to się dzieje – ale właśnie przeprowadziłeś swoją rozmowę duchową – własnie rozmawiasz z księdzem. Nie wiem sam jak ci pomóc… To trudna sytuacja. A czy masz jakieś wsparcie?” – odpowiedział – „rodzice”. „To co na dziś mogę zrobić – to dać Ci namiary na wspólnotę SYCHAR – jest u nas w mieście. Tam spotykają się Ci, którzy podobnie jak Ty doświadczają zranień. Pójdź tam, zobaczysz, może podzielenie się swoimi doświadczeniami, zobaczenie jak inni radzą sobie w takich sytuacjach coś Ci pomoże. Jak Ci się nie spodoba, poszukasz gdzieś indziej. Masz coś do pisania…?” –  „Tak – już wyciągam…” Dałem mu serwetkę ze stołu, a ten koślawymi literkami zapisał. „No cóż – wierzę, że ci ludzie udzielą Ci pomocy”. Wychodząc powiedziałem, że tradycyjnie się pomodlę i zrobiłem mu krzyżyk na głowie. Wyszliśmy…

Został sam z niedokończonym piwem i niedokończonymi sprawami… To taki kolejny rodzaj samotności… Chciał być wysłuchany…, nawet za cenę tego, że doszedł do nieznajomych, aby powiedzieć to, co jest dziś chyba największym jego bólem. Czy skorzysta z propozycji nie wiadomo… liczę, że Bóg jego i jego rodzinę wesprze, że wleje w jego serce żywą nadzieję. Słuchając jego opowieści nie dziwię się, że najbardziej lubi wiersz o NIEPEWNOŚCI.

Kiedy wyszliśmy z knajpy zadałem sobie pytanie – czy to przypadek? Chłopak, który mi towarzyszył odpowiedział – „WĄTPIĘ…” – A może to była lekcja dla nas…? No cóż, chcieliśmy lekcji, dowodów na temat, który podejmowaliśmy – myślę, że lepszej nie trzeba było szukać.