Mamo - czy mnie słuchasz?

Mamo – czy mnie słuchasz?

„…Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa  Bożego i wypełniają je” Łk 8, 19-21

Trudno mi zrozumieć to, że jestem dla Jezusa matką? Co to niby ma znaczyć? Czy jako facet jestem w stanie to jakoś zrozumieć? Rolę matki odkrywam jako dziecko, wiem, że w moje życie wnosi swoistego rodzaju klimat, ciepło i bezpieczeństwo. Widziałem wielokrotnie, jak matki, które co dopiero urodziły, trzymały troskliwie swoje dzieci w dłoniach i przytulały je do siebie. To, co dzieje się między matką a dzieckiem, to jakaś wielka intymność, która między nimi zachodzi.

Do tej pory w relacjach z Jezusem, zawsze stawiałem siebie w roli dziecka. To Jezus mnie prowadzi. On toruje mi drogę, leczy, okazuje miłosierdzie wreszcie uczy, stając się dla mnie nauczycielem. To bardzo normalne odczucie. Czytając jednak ten fragment, cała wizja tej relacji się  zmienia. Jezus wymaga ode mnie czegoś niesamowitego.  Mówi – ty bądź dla mnie matką!

Przypuśćmy, że zdecyduję się podjąć tę drogę. Za każdym razem, kiedy mam słuchać Jezusa, mam stawać się jak matka. Jezus powierza mi siebie, abym to wszystko, co o Nim wiem, chronił! Staję się w tym przypadku powierniczką Bożego Słowa. Wpatrując się w postać Maryi, która w swoim sercu wszystko rozważała, dziś muszę stawiać się w jej miejscu. Świadomość posiadania tak wielkiego skarbu, obliguje mnie, aby go nie zmarnować. Nie mogę powiedzieć Jezusowi, że mnie nie obchodzi. Każde Jego słowo, staje się cennym doświadczeniem relacji z Nim i  nie wynika ono z obowiązku, ale z miłości do Niego.

To słowo, które jest do mnie kierowane, staje się również zadaniem. Matka nie jest obojętna wobec swojego dziecka. Każde jej działanie, jest skierowane ku ochronie tego, którego kocha ponad życie.

A więc mam być matką dla Jezusa. Czy mnie to nie przerasta? Odnoszę wrażenie, że tak! Nie potrafię do końca zapewnić Jezusowi bezpieczeństwa. Łatwo powiedzieć, że wypełniam wolę Jezusa. Ale okazuje się, że we mnie jest wiele ignorancji. Są momenty, że nie słucham Jezusa! Jestem jakby nieobecny, kiedy Ten kieruje do mnie słowo. Są momenty, że nie bronię GO. Czuję, że w wielu sytuacjach zostawiam Go samego. To wymagająca droga! Dziś może bardziej jestem dla Jezusa bratem, bo ta droga wydaje mi się na chwilę obecną trochę łatwiejszą. Bycie bratem jest bliższe mojemu sercu. To nie znaczy, że jestem zwolniony z miłości do Jezusa i słuchania Go. To też wymagająca droga.  Może kiedyś, pójdę o krok dalej, przyjmując rolę matki, która staje się płodna. Która nie zatrzymuje Słowa Bożego dla swoich potrzeb, ale umie Go „rodzić” dla innych.

Panie Jezu Twoje słowo, pokrzepia mnie na nowo. Staje się dla mnie wezwaniem do tego, abym zwrócił uwagę na Twoją obecność. Oczyść moje uszy, abym usłyszał Cię, wśród zgiełku i hałasu tego świata.