Liczyć na Bożą opiekę - czy na siebie!?

Liczyć na Bożą opiekę – czy na siebie!?

Prosimy, modlimy się, błagamy – Boga – a kiedy pojawia się jakaś poprawa, cud zachowujemy się tak jak Ci z dzisiejszej Ewangelii. <<Po wyrzuceniu złego ducha niemy odzyskał mowę, a tłumy pełne podziwu wołały: „Jeszcze się nigdy nic podobnego nie pojawiło w Izraelu”. Lecz faryzeusze mówili: „Wyrzuca złe duchy mocą ich przywódcy”>>. Trudno powiedzieć – co od Boga chcemy. Dobrze byłoby doświadczyć jakiegoś cudu – ale zaraz pojawia się myśl – czy oby napewno Bóg przez to wydarzenie zainterweniował? A może to tylko zbieg okoliczności, przypadek? Może też rodzić się postawa faryzejska – to nie moc Boża, ale szatana – przez ten fakt, tę okoliczność zaistniała. Te i pewnie wiele inne myśli pojawiają się w nas. Dlaczego tak trudno jest uwierzyć, że Bóg ma wobec nas plan. Czemu w jego realizacji nie miałby nam pomagać, jeśli o tę pomoc prosimy? Przecież jest Bogiem, który kocha swoje stworzenie. Oczywiście pojawia się ten tradycyjny wątek – Bóg nie musi realizować wszystkich naszych „zachcianek”, przecież nie wszystkie muszą na nas dobrze wpłynąć. Gdyby rodzice realizowali wszystkie prośby swoich dzieci, to mogłoby to się skoczyć katastrofą… Kochający rodzice wymagają od dzieci i to, co uważają za dobre – spełniają. Oczwywiście rodzice mogą się mylić – ale nie Bóg! Jeżeli więc prosimy – Bóg daje. Intensywność prośby zależy od tego – jak bardzo nam na czymś zależy i od wiary. Człowiek, który nie ma wiary – nie będzie prosił! Jeśli w Bogu widzę tyrana – nawet nie pomyślę o tym aby się do Niego zwracać – bo w świadomości bedzie jako ten, który raczej czeka na ludzkie potknięcie. Idąc w myśl zasady „Pomóc nie pomogę, zaszkodzić mogę”. Jeśli jest dla kogoś – kimś nieobecnym – ciągle niedostępnym – nawet na myśl mi nie przyjdzie, aby go szukać. Wreszcie – widząc Go jako kogoś nieosiągalnego – gdzieś daleko w przestworzach – pomyślę, że i tak moje prośby do Niego nie dotrą itp. Wiara jest czymś nadrzędnym w zwracaniu się do Boga – a zarazem w przyjęciu tego, że to On w moim życiu zainterweniował. Bóg zauważony w życiu -„otwiera moje usta” – uwalnia mnie z tego co krępuje. Dzieki takiej świadomości, wiem, że nie jestem na świaecie pozbawiony Bożej opieki i pomocy. Człowiek, który nie umie jescze wierzyć – będzie szukał różnych interpretacji – byle nie mieszać Stwórcę w swoje życie. Taki człowiek nawet jest zdolny w szatana uwierzyć i jemu poświecić siebie, byle Bóg był wyrzucony poza nawias życia. Łatwo wtedy o śmierć Boga w człowieku. Bywa i tak, że owa śmierć nie jest jakoś formalnie wypowiedziana, ale stosunek do Boskiej opieki wyraźnie pokazuje, że nie ma w kimś wiary. Niby Bóg jest wzywany np. przez modlitwę, ale z góry odrzuca się możliwość Jego interwencji. Taka modlitwa z biegiem czasu może stawać się również martwa. Wniosek jest taki – jeśli decydujesz się już prosić Boga o coś – to najpierw pomyśl, czy jest to dobra rzecz dla Ciebie a później spróbuj uwierzyć, że Bóg może cię w danej sytuacji wesprzeć. I jeszcze jedna rzeczy – realizacja danej prośby nie musi być zgodna z twoim planem, czy zamysłem. Bóg może pokierować tobą tak, że osiągniesz swój cel – ale idąc inną drogą… ZAUFAJ PANU JUŻ DZŚ… 😉