Lepiej z ceremonią - niż bez!

Lepiej z ceremonią – niż bez!

Wszystko działo się na cmentarzu. Nie tak dawno wracaliśmy z zakończonej ceremonii pogrzebowej. W pewnym momencie mijamy inny pogrzeb. Skrzętnie oglądam się, który ksiądz przewodniczy ceremonii, ale jakoś nie udało mi się żadnego dostrzec. Okazuje się, że była to ceremonia świecka – bez księdza. Widocznie osoba, zmarła – była niewierząca. Nic by mnie nie zdziwiło – przecież nie wszyscy wierzą w Boga, gdyby nie jedna rzecz – KRZYŻ, który był przygotowywany przez osoby z zakładu pogrzebowego, na którym przybijano tabliczkę. Rodzina nie widziała nic w tym złego. Może, ktoś powie, że się czepiam szczegółów, ale brakuje mi tu pewnej konsekwencji. Po co krzyż, symbol chrześcijaństwa na grobie osoby niewierzącej? Tabliczkę równie dobrze można umieścić ja jakimś palu. W dobie dzisiejszej, kiedy jest tak wielka batalia o poszanowanie tego symbolu – gdzie jedni na niego plują, a inni walczą o szacunek dla niego, tak mało wrażliwości i poprawności? Myśli mojej jednak nie chcę kierować ku rozmyślaniu na temat poszanowania krzyża, ale w innym kierunku. Chodzi o wszechobecne zwyczaje, które dość mocno utarły się w naszej mentalności i obrzędowości. Chętnie, korzystamy z pewnych obrzędów, po to, aby uświetnić ceremonię – zapominając, że to nie jest tylko wymysł kultury, ale to pewne gesty, znaki, symbole, które mają przekazać pewną konkretną treść. Co ciekawe, bardzo chętnie ludzie korzystają z tego – mimo, że nie rozumieją tych znaków, albo – jak to często bywa w kościele – do końca nie wierzą. Przykładem takich obrzędów jest sam sakrament małżeństwa, chrztu czy I komunii świętej. O pozostalych komuniach już nie będę wspominał – bo dla wielu liczy się tylko Pierwsza – bo jest wtedy tak uroczyście i ładnie. Pozostałe już są mniej spektakularne – stają się wreszcie powszednie – o ile są! Pojawia się pytanie – czy dla tych osób religia niesie tylko pewne zwyczaje, które wymagają od nas konkretnych zachowań? Dlaczego nie wystarczą tym ludziom obrzędy świeckie – przecież też mają swój uroczysty wydźwięk? A może to wpływ środowiska – wywiera taką presję, że ludzie decydują się na katolickie obrzędy? Ale czy to nie jakaś „szopka”? Po co, nakładać na coś, co gnije od środka – zdobne szaty, przecież i tak nie zmienią owego  stanu rozkładu. Po co, zewnętrzne gesty – skoro brakuje wewnętrznego nawrócenia i wiary? Dlaczego wzywa się imienia Pana Boga – jeśli się w Niego nie wierzy? Wolałbym jasność w tych komunikatach – gdzie Ci co wierzą i rozumieją różne gesty przyjmują je – a Ci, którzy z Bogiem nie mają po drodze – tworzyli inne. Po co biała suknia – skoro i tak ktoś już utracił niewinność, po co welon, skoro ktoś nie jest dziewicą, po co chrzest w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego, jeśli i tak, o Panu Bogu w domu się nic nie bedzie mówiło, a do kościoła będzie się szło od wielkich dzwonów. Dlaczego wreszcie krzyż na grobie – skoro, ten krzyż nic dla zmarłej osoby nie znaczył? A może jest on tylko potrzebny gościom i  rodzinie aby lepiej się czuli? Ale czy osoba zmarła sobie życzyła tego? Czy zanki i symbole dziś jeszcze do nas przemawiają? Nasuwa się wiele pytań – których pewnie nie rozwiążę. Dlaczego tak wiele osób jest gdzieś pomiędzy – wiarą, a niewiarą, pójściem za Chrystusem, a odejściem od Niego? Czy dziś tak bardzo brakuje odwagi, aby za czymś lub kimś konkretnie się opowiedzieć?