Lampka, łóżko i patrzenie

Lampka, łóżko i patrzenie

„…Nikt  nie zapala lampy i nie przykrywa jej garncem ani nie stawia pod łóżkiem; lecz umieszcza na świeczniku, aby widzieli światło ci, którzy wchodzą…” Łk 8, 16-18

Gdy byłem z kilkoma osobami w Bukareszcie, ktoś zapytał, a wie ksiądz co oznacza czerwone światło w oknach. Domyśliłem się, że w wielu tych miejscach są domy publiczne. Obróciłem się wokół siebie i zbladłem, bo tych okien w kolorze czerwonym było mnóstwo. Ktoś dodał, bywają miasta, w których można znaleźć okna w innych kolorach. Już nie chciałem wnikać, co one mogą oznaczać, ale niestety nie były to kolory witraży, które zmieniają kościoły w miejsca pełne tajemniczości i sacrum.

Kiedy czytam ten fragment Pisma Świętego, o zapalaniu lampy, to zaczynam rozumieć, że ta czynność ma wiele znaczeń. Tu nie chodzi tylko o oświetlenie jakiegoś pomieszczenia. Taka lampa staje się również  konkretnym sygnałem. Jej blask ma o czymś informować.

Są  ludzie, którzy  świecą  jasno, dając sygnał, że Ci, którzy są w ich obecności mogą czuć się bezpiecznie, bez lęku. Ich blask może innych tak prześwietlać, że będąc w ich obrębie, można zobaczyć prawdę o samym sobie. Są ludzie, którzy dają inny blask. Zapraszają w obszar swojego życia, wykorzystując naiwność, brak trzeźwego myślenia, słabość, pozostawiając z goryczą i wyrzutami. Ci ludzie jak „wampir energetyczny” pozostawiają człowieka ograbionego, ze swojej godności. To trochę jakby wyszło się z domu publicznego, bez pieniędzy i może kacem moralnym, jeśli jest się na tyle wrażliwym. Są wreszcie Ci, którzy jakby utracili swój blask. Nie potrafią  zobaczyć sensu życia. To są Ci, którzy potrzebują światła od tych, którzy mogą się nim podzielić. To są Ci ludzie, którzy często czują się osamotnieni, zranieni, wykorzystani, trwając w poczuciu beznadziei, czekając na choćby jakiś promyk światła. Ale i tych trzeba podzielić na dwie kategorie. Są Ci,  którzy w blasku odzyskują swój blask i ci, którzy mogą tego blasku pozbawić. Ciemność może człowieka zabić! Trzeba być czujnym.

Żyjemy w świecie w którym coraz częściej odczuwa się brak światła. Coraz częściej wmawia się ludziom, że muszą być w życiu przebojowi, samowystarczalni czy operatywni.  Coraz częściej  mówi się, że nie wypada być słabym. To nie jest modne. Problem w tym, że w świecie jest wiele cieni i nie wiadomo, kto i kiedy wejdzie w  jej przestrzeń.

Jest jeszcze jedno światło, które staje staje się źródłem blasku. Ono nigdy nie gaśnie! To Bóg, który jak słońce daje życie. Można się od Niego odwrócić, stając tyłem do Boga, rzucając cień w zasięg swojego widzenia. Można się też ustawić w kierunku do tego światła, coraz  bardziej nasiąkając jego blaskiem. Może się tak zdarzyć, że będziemy jak Mojżesz, którego twarz po rozmowie z Bogiem tak mocno „świeciła” że ludziom trudno było na niego spojrzeć. Ale to był blask, któremu ufali, który ich prowadził.

Jaki blask dziś daję?  Co on oznacza? Czy ludzie przy mnie czują się bezpieczni. Jeśli dziś nie jestem „lampą” o której czytamy w ewangelii, to może czas, aby zrobić kolejny krok, zwracając się ku Bogu.

Nie bądź ćmą, która leci do jakiegokolwiek światła, kiedy wokół mrok.  Jakiekolwiek światło może Cię zabić!