Kochać w pełni... ?

Kochać w pełni… ?

„Pokochać w pełni” – często słyszałem w kościele na kazaniach czy homiliach taki zwrot. Zresztą sam często go stosowałem – ale co to znaczy? Jakoś nigdy się nad tym dłużej nie zastanawiałem. To „pokochanie” – można interpretować w dwojaki sposób. Najpierw w ten najbardziej oczywisty – kochać z całego serca, z całej myśli, sił swoich, całą swoją wolą (pragnieniem). I z tym zupełnie się zgadzam, zresztą ma to podłoże biblijne. Nie da się przecież kochać sercem – a myśleć o zdradzie. Nie da się też kochać, jeśli jest się do miłości zmuszonym. Nie można też kochać w wolności, ale nic nie robić itd. Nie ma więc miłości na „pół gwizdka”… Ale pozostaje ta druga strona – która pokazuje umiejętność pokochania kogoś w innym świetle… W niedzielę byliśmy z grupą młodzieży w Jędrzejowie – tam głosiłem homilię, w której powiedziałem, że nie da się iść za Chrystusem jeśli się Go nie pozna… To jak w relacjach międzyludzkich – nie zrobię nic – jeśli komuś nie ufam i nie zrozumiem tej osoby. Nie pójdę za nią. Tak też jest w miłości – jeśli się nie pozna kogoś – to się Go nie pokocha. Po homilii – zadano mi pytanie. Czy jest więc możliwa miłość w pełni? Oczywiście, że miłość w pełni jest możliwa. I tak będzie wyglądać – na jaką zdecydowały się dwie osoby. Chodzi o to, na ile sobie nawzajem zaufamy, poznamy siebie – na tyle też będziemy mogli powierzać swoje najskrytsze tajemnice – swoje życie. Jeśli ludzie nic o sobie nie wiedzą – a mówią, że się kochają, jeśli nie znają swoich najskrytszych tajemnic – bo się siebie boją – to jaka to miłość? Oczywiście, że człowiek nie jest w stanie poznać drugiego człowieka w pełni – bo sam siebie mogę nie znać do końca – ale w sercu wiem – ile w tych relacjach jest prawdy o mnie, a ile grania i zakłamania. Idąc tym tropem – kochać w pełni – realizuje się na podstawie  umiejętności zaufania sobie na wzajem i trwania w prawdzie. Trzeba wobec miłości ściągnąć maski i mówić jasno – czego od siebie chcemy. Masakrycznie wyglądają związki – kiedy jedna osoba mówi kocham Cię oraz „jestem Ci w stanie rąbek nieba uchylić” – a w głowie ma tylko to – jak drugą osobę wykorzystać. Dla niektórych młodych związków nierzadko kończy się to „łóżkiem”. Zresztą – cóż słowo „MIŁOŚĆ” dziś znaczy? – przecież wszyscy tak robią… Miłość nie może być na sprzedaż, nie może być elementem przetargu… Miłość rodzi się w nas – ale jest też swoistego rodzaju sakramentem, którego nie wolno profanować… Najwierniejszym przykładem kochania w pełni jest Chrystus – pełen  wolności, oddaje życie za tych, którzy Go kochali i nie kochali. Oddał całe życie – zaufał, że człowiek kiedyś i Jemu zaufa i odda swoje życie dla Niego… Czy tak jest…?