Jeśli Bóg będzie chciał...

Jeśli Bóg będzie chciał…

„…mówicie: «Dziś albo jutro udamy się do tego oto miasta i spędzimy tam rok, będziemy uprawiać handel i osiągniemy zyski», wy, którzy nie wiecie nawet, co jutro będzie. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, co się ukazuje na krótko, a potem znika. Zamiast tego powinniście mówić: «Jeżeli Pan zechce, i będziemy żyli, zrobimy to lub owo»…” Jk 4, 13-15

Zazwyczaj kiedy czytam w Piśmie Świętym teksty o przemijaniu rodzi się w mnie jakaś wewnętrzna zgoda. Przyjmuję je dość spokojnie. Przecież to nic dziwnego, że ludzkie życie się kończy. Nie trzeba być wielkim naukowcem, aby to wiedzieć. Zresztą sądzę, że każdy doświadczył spotkania ze śmiercią w umieraniu bliskich osób. Wiemy również, że żadna z tych osób nic ze sobą nie zabrała.

Ta świadomość przemijania – nie uwalnia nas jednak od tego, aby planować swoje życie. Nie spotkałem nikogo, kto by powiedział, że nic nie planuje. W tym planowani, nie chodzi o jakieś wielkie życiowe sprawy, ale również o te błahe – choćby co będziemy robić w weekend, albo, co będziemy kupować w najbliższym czasie itp. Czy to jest sygnał, że mamy słabą wiarę – bo powinniśmy we wszystkim Bogu zaufać? Raczej – nie! Gdyby tak było – to nic byśmy nie robili. Każdy by uważał, że opieka nad losem człowieka jest w gestii Boga, więc po co, się wysilać i podejmować jakiekolwiek decyzje.

Nie o to chodzi św. Jakubowi. Autor powyższego tekstu dość klarownie i jasno zwraca uwagę na to, aby życie i całą swoją historię wpisać w Boży zamysł. Żyjemy i poruszamy się w Bogu. On podtrzymuje nasze istnienie. Owszem przyszłość poniekąd zależy od nas – jesteśmy przecież ludźmi wolnymi – ale, albo będziemy go przeżywać z Bogiem, który jest dawcą życia, albo bez Niego – robiąc wszystko, aby wszelkie podjęte plany, mogły być jakimś zabezpieczeniem przyszłości. Koncentrując się na takim działaniu – bardzo łatwo można zapomnieć, że straciło się Tego, który jest jedyną gwarancją. I co mi z tego, że ktoś lub coś zagwarantowało mi stabilną przyszłość czy piękną starość. Można się uśmiać z takich obietnic. A i tak to nic – bo przed śmiercią nikt mnie nie uchroni.

I co człowiekowi da działanie, planowanie, kupowanie, sprzedawanie, kłótnie, sądy, majątki, spadki itp. jeśli to jest kruchym zabezpieczeniem. A jeśli nawet jakieś plany zrealizujemy i coś osiągniemy, to czy nie będziemy się bać, że będziemy to musieli w krótkim czasie stracić – zostawić? No chyba, że znów będzie się chciało planować – co zrobić aby zabezpieczyć to, co się już zdobyło? Czy to nie jakiś dziwny kołowrotek – błędne koło? To co dało nam bezpieczeństwo – znów trzeba chronić. Gdzie tu jakaś stabilność? Już nie mówię, że brak tutaj jakiegokolwiek pokoju.

Kiedy zaczniemy sobie uświadamiać, że to co pisze św. Jakub – „Jeżeli Pan zechce, i będziemy żyli, zrobimy to lub owo…” jest prze-kierunkowaniem naszego życia na inne tory. Tutaj chodzi o to, aby zabiegać o relacje z Nim. Nawet gdybym wszystko stracił – to może Bóg właśnie tak chciał. Może trzeba było nie przywiązywać się do rzeczy, tylko do Niego.