Jakiego Boga masz w sobie?

Jakiego Boga masz w sobie?

W jednym z komentarzy wyczytałem „Powiedz jakiego masz Boga, a ja ci powiem kim jesteś”. Bardzo trafne stwierdzenie – mimo, że jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, to jednak potrafimy bardzo skrzętnie, ów obraz zakamuflować. Odwracając „wzrok” od Boga, możemy wzniecić w sobie pragnienie naśladowania kogoś innego. Dlatego jesteśmy skłonni tworzyć sobie obraz Boga na własne podobieństwo. To nie jest już prawdziwy Bóg – ale jakiś bożek stworzony dla własnych potrzeb. Bywa i tak, że ów obraz Boga w nas jest zniekształcony doświadczeniami. Nie dziwi mnie więc zdane z księgi Izajasza – „Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie go, dopóki jest blisko” Iz 55,6.

Zadałem sobie kiedyś pytanie – kiedy Boże jesteś widzialny, w jaki sposób mam tworzyć w sobie Twój obraz? Boga nie da się zobaczyć, kiedy człowiek przepełniony jest pychą. Oczy zwrócone ku sobie – nie potrafią dostrzec nic poza własną osobą. Jeśli zaś coś uda się zobaczyć – to tylko w perspektywie własnych potrzeb. Boga można zobaczyć więc w momentach przeciwnych – wtedy kiedy w człowieku rodzi się pokora, która pozwala na otwarcie się człowieka. Wtedy łatwiej przyjąć do wiadomości, że nie wszystko jestem w stanie zrozumieć, że często potrzebuję pomocy, opieki bo o życiu niewiele wiem. Ucząc się pokory, jestem w stanie kochać drugiego człowieka. Pycha zamyka we własnym EGO. Osoba, która zaś umie kochać innych, uwalnia się od wcześniejszego zamknięcia w sobie samym. „Więź z drugim człowiekiem uwalnia od własnych więzów, wcale nie powodując przy tym swojego wyobcowania. Wręcz przeciwnie, w dawaniu można odnaleźć prawdziwe życie; w miłości można odnaleźć siebie, zapominając o sobie samym” zob. Małżeństwo – co Bóg złączył… rozsądne szaleństwo na dobre i bez złego? Małżonek to nie terapia. – X. Lacroix, wyd. W drodze.

Kiedy św. Paweł pisze „Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele, czy to przez życie, czy przez śmierć. Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć to zysk” Flp 1, 20c wskazuje na owo poddanie swojego życia w realizowaniu miłości – która ma za zadanie uwielbienie Jezusa. Św. Paweł rezygnuje ze swojej korzyści! Jest gotowy poświęcić siebie, byle tylko On – Jezus, był na pierwszym miejscu. Czy to w jakiś sposób umniejszyło Pawła – wręcz przeciwnie – stał się przecież jednym z filarów Kościoła. Człowiek który rezygnuje z siebie i poznaje miłość jest w stanie dotrzeć do obrazu Boga. Nie będzie Go już widział tylko w sakramentach czy Biblii, ale zauważy go również w człowieku. Każde dobro, które pojawi się w jego życiu, będzie już jakimś pierwiastkiem obecności Boga. Im bardziej człowiek poświęci się dla Niego, tym więcej o Bogu opowie swoją codziennością. Nie powinno więc nikogo dziwić, że czasami w naszym życiu pojawiają się ludzie – „od Boga” – ci, przez których On sam przemawia. Nie zawsze są to ludzie spokojni, grzeczni, ułożeni – czasami są to buntownicy, ludzie pełni gorliwości i stanowczości – ale zawsze wyczuwa się od takich osób, pragnienie – życia dla Boga, bez korzyści dla siebie.