Jakie jest moje prawdziwe imię?

Jakie jest moje prawdziwe imię?

„A Jezus wejrzawszy na niego rzekł: „Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz się nazywał Kefas”, to znaczy: Piotr.” J 1,42

Nadać komuś imię… hymm? – wydawałoby się, że mamy to już za sobą. Chodzi o to, że coraz rzadziej zastanawiamy się nad znaczeniem imion. Wręcz można by powiedzieć – kto o tym myśli? Przy wyborze imienia – raczej sugerujemy się oryginalnością, brzmieniem, aż wreszcie zwracamy uwagę na to, czy oby głupio się nie odmienia, wreszcie – może ktoś sławny takie nosił!

Z całą śmiałością można więc rzec, że czasy Jezusa już minęły. Dziś kierujemy się innymi walorami w doborze imienia, które przez całe życie ktoś będzie nosił. Nie zwracamy raczej uwagi na jego etymologię i znaczenie. Sam pamiętam, jak w mojej rodzinnej miejscowości, ktoś nadał dziewczynce brazylijskie imię… pech był wielki, kiedy po dość długim czasie okazało się, że jest to jednak imię męskie. Ale to tylko mały wypadek przy pracy. Ogólnie rzeczy biorąc – imię ma być ładne… Na tym można by skończyć tę dywagację!

Pojawia się jednak pewna wątpliwość, czy tak rzeczywiście jest…

Niestety mniej czy bardziej świadomie – okazuje się, że ludzie nadają sobie inne imiona, które oprócz tych oficjalnych – wpisanych w dowód – pojawiają się od czasu do czasu. O jakie imiona mi chodzi?

Do pierwszej grupy zaliczę te, które są zwykłymi przezwiskami – ludzie – najczęściej młodzi – lubią tworzyć różnego rodzaju pseudonimy, które poniekąd charakteryzują daną osobę. Wiele z nich ma na celu ośmieszenie drugiego, ale są też takie, które wynikają z konkretnych zachowań i są niejako streszczeniem osobowości danej osoby. Ale to imię osobowości nie nadaje – raczej z niej wynika.

Druga grupa jest nieco inna – mniej świadoma. Ludzie tworząc różnego rodzaju relacje – potrafią człowieka określać – już nie konkretnymi przydomkami, ale epitetami, których często przyczyną są emocje… Owe epitety mogą być bardzo ciepłe, kiedy kogoś lubimy (kochanie, pączusiu, misiu i tego typu – bleeeee….) – lub bardzo negatywne, kiedy ktoś zaszedł nam za skórę (pozwólcie, że nie będę cytował). One też nie nadają osobowości – wynikają tylko z danej sytuacji i szybko mogą się zmienić.

Wreszcie pojawiają się przekleństwa, które jak „zaczarowane zaklęcia” potrafią zmienić człowieka. Przykładem tego niech będą ludzie, którzy przeklinają osoby, niestety często bardzo im bliskie. Rodzice mogą na dziecko mówić – „jesteś nic nie wart” – powtarzany zwrot, staje się niejako częścią tej osoby. Ona zaś z nim zaczyna się utożsamiać. To jest najgorsze z możliwych zwrotów – ku człowiekowi. Ono nadaje człowiekowi nową wartość – osobowość, która może towarzyszyć latami.

Chrystus wybiera inny zwrot – Ty będziesz KEFAS – PIOTR – SKAŁA, na niej zbuduję Mój Kościół i  bamy piekielne Go nie przemogą! – ale moc!!!

A na jakiej wartości ma budować dziecko, skoro jest – „nic nie wart” – jeśli jest – „nieudacznikiem”… itp. I co z tego, że rodzice tak pieczołowicie szukali imienia dla dziecka – skoro – to imię potrafili zamienić na inne. Rodzice, którzy widzą w dziecku miłość – powiedzą – „jesteś moją księżniczką, a ty bohaterem itp…”

Oto nadanie nowego imienia.

A jeśli narodziłeś się dla wiary – to jak ludzie Cię nazwali…? Może przyjąłeś to imię na siebie…?

Bóg nadaje Ci nową godność, nowe imię – jesteś Jego – DZIECKIEM – WOOOW – to jest coś… Jesteś córką, synem BOGA…