JAK PIES DO JEŻA

JAK PIES DO JEŻA

Do Jezusa podchodzimy „jak pies do jeża” – takie słowa usłyszałem na koniec mszy świętej. Wydawało mi się to trochę zabawne – pomyślałem – cóż to za porównanie, ale po głębszym zastanowieniu się doszedłem do wniosku, że to dość słuszne spostrzeżenie… Mieszkałem na wsi, a więc miałem okazję zobaczyć jak pies reaguje na nagle pojawiającego się jeża 🙂 – trochę poszczeka nad nim, a później dość ostrożnie próbuje go wziąć w pysk. I na tym koniec – to trudne zadanie – jeż ma kolce – a więc kończy się tylko ujadaniem i więcej niczym. Dotknąć Chrystusa – to mieć umiejętność przebijania się przez te kolce. Dla wielu Jezus jest niedostępny – bo albo zbyt mityczny, albo zbyt realistyczny. Często można ograniczyć się na powierzchownym – „ujadaniu” – często polega to na tym, że „kłapiemy” ustani, i na tym koniec – ograniczając się do tego co zewnętrzne. Albo mamy chęć go dotknąć i na tym się kończy cała przygoda ze Zbawicielem. Po czym to poznać – po jednym – czy dotykając Go, coś w nas się zmienia. Czy jesteśmy uzdrowieni. W dzisiejszej Ewangelii czytamy – „A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie” Mk 6, 56. Można ten fragment interpretować dwojako. To zależy od tego, na co położymy akcent. Akcent można położyć na wyrazie „wszyscy” lub „którzy się Go dotknęli„. Ci chorzy, którzy zostali przyniesieni, czy przyprowadzeni do Jezusa – mogli uzyskać zdrowie. Z tego fragmentu można wyciągnąć dwa wnioski – albo wszyscy, których przyprowadzono odzyskali siły, albo tylko Ci wszyscy, którym udało się Go dotknąć. To dość ciekawa kwestia – ponieważ, nie wszyscy, którym został pokazany Chrystus, musieli się Go dotknąć. Tak jest z naszą wiarą – nie wszyscy, którzy o Nim słyszą od razu w mig pójdą za Nim – czasami jest to właśnie związane z takim badaniem terenu, czy czasem ten Chrystus nas nie skrzywdzi – zachować się można jak ten pies – który jednak woli ostrożność. Po co się ładować w coś, co wymaga zmiany. Może trwanie w tej chorobie nie jest takie złe? A może jeszcze coś gorszego się stanie? Być blisko, mieć podane jak na tacy – a jednak nie skosztować – bo można się zatruć. Ale będą też i tacy, którzy przyprowadzeni do Niego uwierzą i zaryzykują pójściem całym sercem za Nim. Nie na pół gwizdka – tak w zależności od okoliczności – ale totalnie za Nim – przecież nie mają nic do stracenia – skoro i tak są chorzy… Czy więc wszyscy zostali uzdrowieni? TAK – wszyscy – którzy się Go dotknęli. Inni wrócili do domu bez zmian – zawiedzeni, bez nadziei uleczenia, przyzwyczajeni do tego co było. Czy Ciebie ktoś przyprowadził do Chrystusa – jeśli tak, to na co czekasz, czego się boisz – dotknij Go, Jego serca, Jego miłosierdzia, przebaczenia. Zadaj śmierć grzechowi – i bądź uzdrowiony…