Jak niewierzący znalazł Boga!

Jak niewierzący znalazł Boga!

Słów kilka o tym, jak niewierzący znalazł Boga! Wydawać by się mogło, że Ci, którzy są najbliżej Chrystusa muszą być wyjątkowi, a przede wszystkim wierzący. Okazuje się, że tak do końca nie jest. Śledząc powołanie pierwszych Apostołów, a później ich zmagania – dochodzę do wniosku, że przy Jezusie była grupa ludzi o małej wierze, albo z brakiem wiary. Patron dnia dzisiejszego – św. Tomasz – w sposób wyjątkowy wpisuje się w ów nurt ludzi, którym tej wiary brakowało. Co ciekawe, staje się on szczególnym przykładem dla tych, którzy dzisiaj są w podobnej sytuacji. I tu pojawia się Dobra Nowina – jeśli dziś nie wierzysz – to nie znaczy, że jesteś na spalonej pozycji! Jezus jest w stanie dotrzeć do każdego. Sposób objawienia się Jezusa – Tomaszowi jest bardzo ciekawy. Moment dotknięcia ran – wywołuje w nim wiarę, która wyraża się w słowach – „Pan mój i Bóg mój”. Czyżby dotknięcie Boga w cierpieniu było lekarstwem dla ludzi małej wiary? Jest coś w tym bardzo cennego. Pracuję w szkole i wśród młodzieży – często zauważam – jak ludzie zmieniają swoje zachowanie w obliczu cierpienia ludzkiego. Wielu z nich jest w stanie poświecić bardzo dużo, aby zmieniać ten stan rzeczy. Oczywiście to wynika, z naszej ludzkiej wrażliwości, która myślę gdzieś głęboko w nas jest zakorzeniona, a nie koniecznie wynika z wiary. Jeśli cierpienie ludzkie, potrafi nas zmieniać – wywołując poczucie solidarności z tymi, którym w życiu się nie powodzi, a przez to prowadzi nas ku dobrym wyborom – to czy nie jest to reakcja, która miła jest samemu Bogu? Chodzi mi o to, że nie w bogactwie i dobrobycie widzi się Boga, ale w tym co najsłabsze, kruche, bezbronne. Kościół nigdy nie może, pozbyć się ze swoich granic ludzi najbiedniejszych, najbardziej osamotnionych, cierpiących. Kościół nie może się też zamykać na pomoc ludziom oszukanym, zabłąkanym czy słabym w jakikolwiek sposób. Z jednej strony to w takim Kościele obecny jest Chrystus, który ma rany, a z drugiej strony – to taki Kościół będzie najbardziej czytelny dla tych, którzy dziś nie wierzą lub szukają Boga. Kościół ma być mocny dzięki ranom, które nosi – bo w ten sposób staje się najbardziej autentyczny. Tymi ranami jest, każdy przejaw cierpienia, które pojawia się u ludzi. Myślę, że to jest droga docierania do tych, którzy dziś jeszcze nie są w stanie powiedzieć – „Pan mój i Bóg mój”