JA JESTEM

JA JESTEM

„(…) Przecież niebo i niebiosa najwyższe nie mogą Cię objąć, a tym mniej ta świątynia, którą zbudowałem. (…) Jest to miejsce, o którym powiedziałeś: «Tam będzie moje imię», tak aby wysłuchać modlitwę, którą zanosi Twój sługa na tym miejscu”. 1 Krl 8, 22-23. 27-30 To fragment modlitwy Salomona. Ciekawe jest to, że Bóg postanowił wybrać sobie jakieś szczególne miejsce swego przebywania. Miała nią być świątynia Jerozolimska. Tam znajdowała się Arka Przymierza. Wydaje się, że jest to koronny dowód na to, że Bóg czasami wybiera sobie szczególne miejsca swego przebywania. Oczywiście – nie chodzi mi o to, że Bóg dostępny jest dla człowieka, tylko gdzieniegdzie – przecież Bóg wszędzie jest obecny – ale w niektórych miejscach, jego łączność z człowiekiem jest jakby szczególniejsza. W relacjach międzyludzkich również, tak mamy – np. w relacjach małżeńskich – gdy małżonkowie przebywają ze sobą na co dzień – ich miłość trwa, rozwija się (o ile sami o nią dbają) – ale są momenty szczególne w ich życiu lub miejsca (często do nich wracają po latach), gdzie ich więź wyjątkowo się umacnia. Niektórzy wracają do miejsc gdzie spędzili miesiąc miodowy – jako do źródła i początku ich małżeństwa. W relacjach z Bogiem jest podobnie – są miejsca lub chwile, gdzie ta intensywność jest mocniejsza. Dlatego w przeżywaniu wiary towarzyszą nam pielgrzymki (jako wędrówki do tych wyjątkowych miejsc), czy odpusty (jako wyjątkowe chwile)… Bóg oczywiście jest również intensywnie obecny w innej świątyni, niż tylko w tej zbudowanej przez człowieka. Przede wszystkim mieszka w domu, które sam zbudował – a tym domem jest każdy człowiek. „Świątynią Ducha Świętego jesteśmy”… Ale, żeby tak radośnie nie było, w związku z tym oprócz korzyści są też i obowiązki. Przywilejem jest to, że zamieszkuje w moim życiu Ten, który niesie życie. Obowiązkiem zaś jest to, aby zatroszczyć się o relację z Nim (poprzez modlitwę i sakramenty). W innym wypadku owa świątynia będzie pusta … Najpierw przykład świątyni Jerozolimskiej – po pewnym czasie, od powyższej modlitwy Salomona – ludzie zaczęli traktować świątynię jak fetysz. Żyli bez Boga, ulegając grzechom, bezbożności, żądzy ciała, bluźnierstwu – licząc na to, że mimo to Bóg przy nich jest ciągle obecny. Kiedy świątynia Jerozolimska upadła, a Arka Przymierza została wykradziona przez babilończyków – uświadomiono sobie, że Boga nie ma wśród nich – opuścił ich – bo sami wcześniej o Nim zapomnieli.  W życiu naszym może być podobnie – można o Bogu nie pamiętać. W Ewangelii św. Marka słyszymy słowa Jezusa: „(…) Odpowiedział im: „Słusznie prorok Izajasz powiedział o was obłudnikach, jak jest napisane: «Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad, podanych przez ludzi». Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie (…)”. Mk 7, 1-13 Oto jak można Boga utracić … zajmując się tylko tym co powierzchowne, samo mówienie i kultywowanie różnych zwyczajów nie wystarczy – nie wystarczy na Wielkanoc przynieść jajka do poświęcenia, nie wystarczy chrzest czy ślub według tradycji – to staje się puste – i Boga tam nie ma… Trzeba na nowo obrzezać swoje serca i poświecić je Bogu!