Iść pod prąd

Iść pod prąd

„Patrzę z optymizmem na przyszłość” – no i mamy złoto :). Kilka dni temu martwiliśmy się o formę Justyny Kowalczyk. Codziennie dochodziły do nas informacje, że kiepsko wygląda jej noga itp. Najlepsze jest to, że nawet najbliżsi, zaczęli wątpić w możliwości naszej mistrzyni.  Coraz mniej osób wierzyło, że może jej się udać. Te słowa, które rozpoczynają ten wpis – to słowa Justyny po pierwszym starcie, w którym zajęła wysokie szóste miejsce. Piszę specjalnie wysokie – bo jakbyśmy wymagali tylko pierwszego. A jeśli ktoś uważa, że to słabo, to proszę bardzo brać narty i zdobywać laury…, każdy może przecież coś w życiu osiągnąć. Denerwuje mnie to, że u innych widzi się słabości i wymaga się wiele, a siebie tak często się usprawiedliwia. Często słyszę takie opinie pod swoim adresem i innych księży. Ci to mają dobrze, ale powinni być tacy i tacy, a kiedy mówię jeśli jest tak fajnie być na „świeczniku” to zapraszam do spółki – drzwi seminarium stoją otworem, ewentualnie zakonu. Wtedy jakoś chętnych nie ma. Wiem, że zbyt może gwałtownie przeszedłem z tematu sportu, do tematu powołania – ale to dotyczy wielu rzeczy… – łatwo jest stać z boku i oceniać wybory innych. Kiedyś jak byłem na siłowni usłyszałem – proszę głębiej robić te podciągania – a kiedy ta osoba zaczęła robić to samo, a ja tak samo zacząłem mówić – to od razu był „bulwers”… Chyba mamy w sobie, coś takiego, co w sposób łatwy przychodzi – a to coś, to ocenianie innych, będąc w postawie biernej (często mówiąc – a co tam będę się wychylał). Szkoda,  że niewiele to ma wspólnego z motywowaniem. Raczej to zniechęca, do pójścia dalej. No chyba, że ktoś jest tak ambitny jak Justyna – dla której sądzę, wygrana stała się niejako „utarciem nosa” tym wszystkim krytykantom. To ciekawe – ale kiedy Jezus chodził po świecie, miał moc przemieniania ludzi. Dokonywało się to właśnie wiarą w nich. Mówił – „jeśli chcesz” – te słowa, nie było pozbawianiem nadziei, wręcz przeciwnie – dawały siłę do zmian. To nie była mowa ukazująca słabość człowieka, ale jego moc w powstawanie. Jezus pokazywał, że nie ma rzeczy przegranych. Wlewał właśnie, ów optymizm parzenia w jutro. Ale ten optymizm dotykał też teraźniejszości. Jeśli coś Ci dziś nie wychodzi – nie łam się – uwierz, że może być lepiej… Panie daj mi możliwość spotkania w życiu ludzi, którzy powiedzą mi, że nie ma rzeczy przegranych, kiedy będę sądził, że nic nie wart jest życie… Dzięki Justyna za świadectwo woli walki – z bólem, przeciwniczkami na torze i tymi wszystkimi komentatorami, którzy stoją z boku i tylko oceniają…