Im mniej mnie - tym lepiej!

Im mniej mnie – tym lepiej!

Miałem o tym nie pisać, ale myślę, że to dość ważne, aby pozostawić dla siebie, zresztą  wiem, że i tak o tym gadają! To, co parę godzin temu spotkało mnie na mszy z modlitwą o uwolnienie i uzdrowienie, przeszło mnie samego i moje oczekiwania.

Zaczęło się od tego, że dziś byłem strasznie zmęczony całym dniem. Ostatnio mało spałem, więc zacząłem odczuwać skutki braku snu. To, co w tamtym czasie było mi najbardziej potrzebne – to właśnie sen… Odmawiając brewiarz w zakrystii prawie usypiałem… Po skończonej modlitwie – jeśli tak można ją nazwać – w moim wydaniu – bo zbyt dobra to ona pewnie nie była, zaczęła się w kościele modlitwa nad poszczególnymi  osobami. Ledwo się  zebrałem – aby pomóc usługującym księżom. Początki były dość zaskakujące – bo tyle, co doszedłem do jakiegoś pana – on nagle upadł… Hmm pomyślałem sobie – nieźle Boże działasz… i to tak na wstępie! Bardzo szybko zdystansowałem się do tej  sytuacji. Później można powiedzieć wróciło wszystko do normy… Znów uświadomiłem sobie, że bardzo chcę, aby Duch Święty zadziałał w życiu każdej osoby, ale jakby zaraz pojawiała się myśl – że to bardziej JA czegoś chcę, jakbym zabierał przestrzeń Bogu. Zacząłem coraz bardziej wycofywać się z tej myśli, mówiąc Panie – jeśli chcesz to działaj! – cóż ja mogę… Przecież wiesz, że sam potrzebuję Twojego uzdrowienia, a więc co mogę dać tym, którzy Ciebie potrzebują. W pewnym momencie ktoś znów upadł. Później jakich młody mężczyzna zaczął w głos płakać. Po chwili coraz bardziej uświadamiałem sobie jak słaby jestem, a do  tego to zmęczenie, które bardzo dawało mi się we znaki. W pewnym momencie znów ktoś upadł, później znowu jakiś mężczyzna. Po chwili okazało się, że  ten upadek był inny niż pozostałe. Zaczął głośno krzyczeć i przewracać się po ziemi. Nagle przybiegli inni księża modląc się nad nim. To był moment manifestacji złego! Modliliśmy się nad tym mężczyzną księża i świeccy. Mam nadzieję, że szatan jest już na spalonej pozycji. Ujawnił się, a to dla niego zła wiadomość! Ale to wszystko się jeszcze nie skończyło. Później poszedłem znów do osób, które czekały na modlitwę. Nie mogłem uwierzyć – co  rusz, ktoś płakał lub upadał. Można powiedzieć oniemiałem, bo nigdy nie miałem takiej sytuacji. Pewnie, że podczas takiej modlitwy są obecne spoczynki w Duchu Świętym,  ale nigdy na taką skalę, przynajmniej nie przy mnie, jeśli tak można powiedzieć. Pomyślałem sobie – Boże, co chcesz przez  to pokazać? Jednocześnie coraz bardziej czułem – jak uciekają mi siły. Po skończonej modlitwie – czułem się jak wypluty z gardła.

Po tych zdarzeniach uświadomiłem sobie jedno – Bóg działa przez ludzką słabość! Co mam przez  to na myśli…? Chodzi o to, im mniej mnie w tym wszystkim było – tym więcej JEGO. Taka świadomość powinna budzić pragnienie, aby dać się Jemu pokierować. Nauczyć się zaufania. Nie musi być tak jak ja chcę. W pewnej chwili uświadomiłem sobie, że zdałem się na Niego. Powiedziałem sobie,  Panie – ja tu nic nie poradzę, jeśli chcesz to działaj. A w tym co zrobisz bądź uwielbiony.

Ten dzień, będzie dla mnie odkrywczy i ważny – bo po raz  kolejny doświadczyłem tego na własnej skórze – a nie usłyszałem od kogoś! Panie bądź  uwielbiony, za każde Twoje dzieło! Proszę  każdego, kto czyta ten artykuł, aby w sposób szczególny otoczyć modlitwą – tego jednego chłopaka. Wierzę, że Bóg pozwoli mu być wolnym!