IKONA BOGA

IKONA BOGA

Ikona Boga – taki temat próbowałem dzisiaj omówić na lekcji katechezy. Zacząłem od pokazania kilku slajdów z twarzami ludzkimi. Uczniowie mieli spróbować – opowiedzieć coś na temat tych osób, na podstawie ich twarzy. Doszliśmy do wniosku, że z twarzy można wiele odczytać. Są oczywiście też i niewiadome. Nie ma się co dziwić – jestem już w swojej skórze ponad 30 lat i sam wiele o sobie nie wiem, a co dopiero poznawać kogoś przez sam wizerunek.

Kolejnym etapem naszych rozważań – był człowiek i Bóg. Okazuje się, że my ludzie – jesteśmy obrazem Boga. Wpatrując się w ludzkie zachowania, gesty, postawy itp. możemy odczytywać Boga. Przecież jesteśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo. Najpiękniejszym obrazem jest Chrystus. Oczywiście zgadzamy się, że Chrystus to człowiek i Bóg – a więc musiał być najwierniejszym odbiciem Ojca. Ale czy jest jeszcze ktoś inny? Wśród ludzi Maryja niezaprzeczalnie wiedzie prym – jako matka Chrystusa – była pełna łaski i ochroniona przed grzechem. Dlatego może w ikonografii – Maryja przedstawiana jest zazwyczaj z Chrystusem – jako ta – która Go przynosi światu. Czyli – im bardziej jesteśmy wierni temu Temu do kogo jesteśmy podobni – tym bardziej – jesteśmy w stanie nieść Chrystusa.

Ikona – w prawosławiu – nie jest wyłącznie obrazem o walorach estetycznych. Ona rodzi się w modlitwie i medytacji. Ma na celu połączyć to co ziemskie z sacrum. Ma przenieść ciało – ku niebiosom. Osoba, która stoi przed ikoną – widzi w niej obecnego Boga. Dlatego z wielką pieczołowitością całuje ten wizerunek. Ikona – to teologia – ukryta w symbolice kolorów, kształtów i postaci.

Ktoś kiedyś powiedział – IKONA MOŻE BYĆ MARTWA. Ludzie, którzy zwiedzają muzea i napotykają ikonę – nie modlą się do Boga. Ona traci swoje przesłanie, nie spełnia swojej misji. Jest tylko dziełem sztuki.

Porównując człowieka do ikony – można stwierdzić, że człowiek również ma w świecie swoją misję. Ma się stawać, osobą ukazującą Boga. Ludzie patrząc na siebie – powinni widzieć rąbek nieba. Odczytując siebie i poznając powinniśmy dostrzegać Boga. Jak Maryja powinniśmy Go przynosić. Im bardziej czytelni i przejrzyści jesteśmy – tym ikona naszego życia – staje się bardziej przemawiająca.

Niestety możemy też być ikoną martwą – z której trudno cokolwiek odczytać. Słynne powiedzenie – „Jestem wierzący, ale niepraktykujący” pokazuje życie – jako to, które jest zamknięte w świecie. Jakby było w muzeum – człowiek wtedy żyje po to, aby być podziwianym, aby błyszczeć w swoim ego, aby zrealizować się w przestrzeni świata – ale nie po to, by wskazywać na niebo. Brakuje w takim życiu – ukazania sacrum. Ono nie przenosi w świat nadprzyrodzony – ale zatrzymuje w sferze ziemskiej. Zachwycamy się pięknem zewnętrznym – jak ikoną w muzeum – ale nie odczytujemy głębi i prawdziwego przesłania.

Dziś warto zadawać sobie pytanie – co można odczytać z mojej twarzy. Jak żyję! Kim jestem? Czy staję się ikoną Boga, czy jednak mnie to w ogóle nie obchodzi? A może jestem ikoną popkultury, mody, sztuki, polityki, nauki… i na tym się zatrzymuję, rodząc jednocześnie tego owoce.

Nie można obrazu, pozbawić „duszy”, która została włożona przez artystę. Pozbawienie dzieła kontekstu jego powstania, staje się profanacją. Pozbawienie życia kontekstu stworzenia – to też profanacja.