GOŚĆ W DOM - BÓG W DOM!

GOŚĆ W DOM – BÓG W DOM!

GOŚĆ W DOM – BÓG W DOM! Tak było u Abrahama – kiedy w gościnę przyjął trzech pielgrzymów – okazało się, że przyjął samego Boga! Zbliżają się w Polsce Światowe Dni Młodzieży – czas  szans i nawróceń.  Dni Bożej łaski i wielkich spotkań. Obecnie chodzę po kolędzie i próbuję ukazać moim kochanym parafianom, jak wiele dobra możemy otrzymać – spotykając się z młodymi ludźmi z całego świata. Mówię o tym, że należy pokonywać wszelkie lęki – bo tylko tak można doświadczyć  czegoś niesamowitego! To dla  mnie temat dość świeży, bo parę dni temu wróciłem z Europejskiego Spotkania Młodych, które organizują bracia z Taizé.  Ukazując ludziom ową szansę na doświadczenie czegoś wielkiego podpieram się doświadczeniami właśnie z tego spotkania, które w tym roku odbyło się w Walencji.  Był to  rzeczywiście niesamowity czas – pełen radości, modlitwy i spotkań.  Nie zapomnę ciekawości i ,  trochę niepewności kiedy dowiedzieliśmy się, że  jest duże prawdopodobieństwo iż będziemy mieszkać u rodzin. Zresztą wiele osób na to liczyło, to zawsze  nowe i wyjątkowe doświadczenie. Szczególnie mając na uwadze różnicę kulturową czy zwyczajową. Na samym początku można było wyczuć  pewien lęk, a zarazem radość. Szczególnie tego doświadczyliśmy, kiedy na parafii przywitano nas oklaskami. Nie było zbyt dużo czasu na rozmowy. Spotykaliśmy się z naszymi rodzinami tylko rano przy śniadaniu, a później wieczorem przy kolacji. Był to jednak czas ubogacania się nawzajem, życzliwością, uśmiechem i koślawymi słowami, które wypowiadane były przy pomocy aplikacji – translator Google. Najpiękniejszy był  moment – kiedy spożywaliśmy nasz ostatni noworoczny obiad. Pod koniec tego posiłku jeden z nastoletnich synów tej rodziny u której mieszkaliśmy  – napisał w tłumaczu – „jest mi bardzo smutno, że jedziecie”.  To były jedne z najwspanialszych słów – ta rodzina potraktowała nas jak swoich bliskich. A  przecież  przez te kilka dni poznaliśmy ich samych, ich przyjaciół czy bliższą ich rodzinę. Pamiętam jak wszyscy z ciekawością przychodzili nas zobaczyć  i posłuchać.  Nie zapomnę tego, jak ze wzruszeniem opuszczaliśmy ich dom. Wszyscy wyszli nas odprowadzić do autobusu i czekali do ostatniej chwili, aby jeszcze na pożegnanie nam pomachać! Jeszcze w drodze do Polski dostawałem wiadomości z zapytaniem czy już dojechaliśmy, czy wszystko w porządku, a później  podziękowania za obecność i obietnice, że  jeszcze się spotkamy.

Piszę to wszystko dlatego, aby tym wszystkim, którzy wahają się zaprosić młodych pod swój dach zmotywować. Naprawdę nikt z tych młodych nie potrzebuje niczego wielkiego – potrzebują miejsca do spania – zresztą mają swoje karimaty i śpiwory oraz ewentualnie coś do zjedzenia i wodę do umycia się. Mam świadomość, że ze strony rodziny jest to pewnie jakiś wysiłek – ale jednocześnie gwarantuję, że owoce owego spotkania z tymi młodymi osobami będą o niebo większe. Sądzę, że jest to okazja do tego, aby w progi naszych domów powiało nowym, świeżym duchem, który będzie płynął od tych młodych osób. Spotkanie w Walencji odbiło się tak mocno w moim sercu, że właśnie dzięki temu  że spotkaliśmy tę rodzinę, która nas gościła. To oni nadali tej modlitwie i temu wydarzeniu szczególnego wyrazu. Liczę również na to, że kiedy młodzi będą w dniach od 20 do 25 lipca gościć w Kielcach, a później w Krakowie doświadczą tego co ja w Hiszpanii.

Jeśli ten teks dotrze  do kogoś, to niech nie będzie on bezowocny! Niech te ubogacające spotkaniach zaowocują silną wiarą! Ja sam zrobię wszystko, aby też  i nas na plebanii  parę  osób znalazło miejsce!