Głód codzienności

Głód codzienności

Wakacje w domu rodzinnym 🙂 – wydawało mi się, że to coś normalnego – jednak z biegiem czasu zauważam, że nie jest to takie proste. Napięty czas, terminarz i wiele innych obowiazków – sprawia, że pobyt w domu – dłużej niż jeden dzień – nie jest tak prosty i oczywisty. W tym roku jednak się udało! Oto jaka myśl się pojawiła… Czas, który mam dla bliskich, jak również pobyt w domu staje się dla mnie dobrym momentem na odkrywanie piękna rodzinnych terenów po latach,  – co ciekawe staje się on przestrzenią, do doświadczenia fascynującej przygody. Niby wszystko jest mi znane – a z drugiej strony, tak bardzo inne i zmienione. Zmieniają się ludzie i otoczenie. Już nie wszystko jest – powszednie. Czas poza domem – sprawił, że na nowo otwieram oczy na to czego wczesniej nie zauważałem. Okolica staje się wyjątkowa – co sprawia, że chciałbym na nowo poznawać historę, tych miejsc i ludzi, którzy wcześniej byli na wyciągnięcie ręki. Na nowo odkrywam piękno – tego, czego na codzień nie mam. Tak to już z nami jest, że nie doceniamy codzienności. Wydaje nam się, że to normalne, zwykłe. Kiedy się to traci, wtedy otwierają się nam oczy. Wtedy też można zauważyć, jak ubodzy się staliśmy. Kiedyś przyszła do mnie pani, której zmarł mąż. Opowiadała o tym, jak nie może pogodzić się ze stratą bliskiej osoby. Stwierdziła również, że jak żył jej mąż – to często denerwowała się na niego, bo miał trudny harakter – jak to stwierdziła. Dziś oddała by wszystko, aby wrócił – bo nie może niczym zastąpić pustki po nim. <<To co powszednie – mało doceniane…>> Kiedy jeździłem na dni semminaryjne, jako kleryk, często opowiadałem historię, którą słyszałem od mojego kolegi. Opowiadał on o ludziach zesłanych na Sybir. Nie mieli tam dostępu do żadnego księdza… przed zsyłką – mieli go na codzień. Po wielu latach – przyjechał tam ksiadz na misje… Jedna z pań bardzo gorąco płakała ze szczęścia, mówiac, iż nie liczyła już na to, że spotka na swojej drodze kapłana, który odprawi Mszę świętą i da jej Jezusa w eucharystii, że będzie mogła się wyspowiadać… Mówiła, że teraz może umrzeć… To przykład głodu – Boga, który niesiony jest w sakramentach… Pewnie wiele takich historii mógłbym przytoczyć, które ukazują, to co chcę wyrazić w tych kilku zdaniach. Tak wiele rzeczy mamy na codzień. Do tak wielu spraw, ludzi, rzeczy jesteśmy przyzwyczajeni – często mówiąc, że coś się nam należy. Trzeba się więc cieszyć – z tego co się ma… Kto wie, może za jakiś czas – tego nie będzie. Ja dziś w domu rodzinnym dostrzegam – wartość tego – czego wczesniej nie widziałem – spotkania z bliskimi, krajobrazu, który na nowo zachwyca, czy nawet miast i wsi, które się zmieniają. Czy trzeba coś stracić, lub być bardzo daleko – aby zrozumieć bezcenność powszedniości. A może należy szerzej otworzyć oczy…? Już dziś biorę sie za siebie, aby pokochać to co mam teraz. Muszę odzwyczaić się od doceniania tylko tego, co nadzwyczajne – egzotyczne.