Gęba pełna śmiechu

Gęba pełna śmiechu

Często mówi się o tym, że jako chrześcijanie jesteśmy powołani do zmieniania świata, mamy się stawać ambasadorami Chrystusa.

W głowę zachodziłem – co trzeba robić, aby nim być? I aby w tym nie być przeciętnym!?

Można przyjąć różne postawy. Jedną z najczęściej spotykanych jest, ta kiedy chrześcijanie stawiają się w roli męczenników. Zresztą historia Kościoła w Polsce ukazuje wiele takich przykładów. Oczywiście nie zaprzeczam, że wśród wielu świadków wiary, męczeństwo było największym heroizmem i świadectwem. Tacy święci, są u fundamentów Kościoła. Wiem jednak, że samo męczeństwo – to nie wszystko. Kościół przecież jest też głosicielem pokoju i radości. Ograniczenie przesłania ewangelii – tylko do cierpienia będzie strasznym zawężeniem tego do czego powołuje nas Bóg.

Inną postawą jest gorliwość, która jeśli nie jest kontrolowana, może przerodzić się w gniew. Postawa gorliwości jest jak najbardziej wskazana. Człowiek potrafi wtedy wiele poświęcić dla wiary. To postawa wielkiego zaangażowania i poświęcenia w budowaniu Kościoła i  w poszukiwaniu dróg ku zbawieniu. Jednak jeśli człowiek popadnie w skrajność – może ona stać się nie zaproszeniem do kroczenia Ewangelią, ale walką czy nawet wojną o czystość przekazu. Oczywiście jest w tym logika – bo źle jest kiedy zmiękcza się przekaz Chrystusa, ale staje się nie do przyjęcia kiedy siłą jest „dedykowana” tzw. niewiernym. Chrystus uczy wolności w przyjmowaniu wiary. Sam mów „jeśli chcesz – to pójdź za mną”. Nie ma tu nakazu. Chrystus pragnie wolnej decyzji.

Dla mnie osobiście jednym z lepszych przekazów i świadectw jest to, kiedy człowiek wierzący się uśmiecha. Może to zabrzmieć bardzo trywialnie, ale naprawdę, takie osoby mi imponują. Wiara może być piękna, kiedy się ją manifestuje w uśmiechu i życzliwości. Naprawdę niewiele trzeba, aby ktoś zmieniał się przy nas, wtedy kiedy my epatujemy radością. Głoszenie ewangelii oczywiście z założenia wpisuje krzyż, ale nie wymazuje uśmiechu. Sam tego doświadczam, kiedy ktoś z roześmianą buzią próbuje ze mną rozmawiać. Jestem wtedy pozytywnie „rozbity”. Nie jestem w stanie być przy takiej osobie ponury. Ciepło płynące od takich osób – rozbraja. Myślę, że o wiele bardziej przekonamy ludzi do wiary, kiedy w życiu odkryjemy radość – niż smutek. Ktoś powiedział, że „miłością można zabić”. Ale tu nie chodzi o to, że zabijemy osobę, ale o to, że zabijemy to, co jest gniewem w tej osobie. Wreszcie gdzieś przeczytałem, że największe poczucie humoru ma ten, kto umie się śmiać z siebie.

A więc do roboty drogi chrześcijaninie – nie patrz na siebie tylko w perspektywie cierpień, słabości, ułomności itp., ale śmiej się z tego, co w tobie jest śmieszne.

Trzeba się nauczyć wszystkich trzech postaw. One muszą nam towarzyszyć w kształtowaniu wiary oraz relacji z drugim człowiekiem. Nie można ograniczyć się tylko do jednej. Chrześcijanin – to komandos z uśmiechem, a nie szara eminencja z niewyraźnym zarysem twarzy.

Jestem Twoim dzieckiem Panie, więc proszę cię wlej w moje serce pokój i radość – aby z mojej twarzy nie schodził uśmiech.