Gdzie leży prawda?

Gdzie leży prawda?

Ostatnio usłyszałem – jak to córka powiedziała do swojej chorej matki – „jak żeś się narodziła – to i musisz umrzeć…”

Słuchając z boku – można powiedzieć co za córka? Zamiast wlewać nadzieję, to słowami jej pozbawia…

Mimo to warto przyjrzeć się temu stwierdzeniu. Prawdą jest, że kiedyś się urodziliśmy. Przyszło więc nam żyć na tym świecie, gdzie przez jednych będzie kochany – a przez inni przeciwnie, – znienawidzony. Wszystko zależy od tego, w jakim położeniu będziemy się znajdować, oraz od tego w jaki sposób będziemy go chcieli zobaczyć. Okazuje się bowiem, że sytuacja w której aktualnie się znajdujemy, nie zawsze u wszystkich musi wywoływać takie samo odczucie. Są ludzie, którym nigdy nic nie będzie pasowało, a są tacy, którzy nawet w trudnych sytuacjach nie będą narzekać… Kocham takich ludzi – bo oni dają siłę i moc, ucząc dobrego przeżywania życia.

Sytuacja więc, tylko w pewnym aspekcie, wpływa na nasze ludzkie postawy. Liczy się więc to, w jaki sposób patrzę na życie.

Wniosek snuję następujący, że to ja w pewnym sensie, tworzę ze swojego życia niebo lub piekło. W kontekście tego zastanawiam się czy ludzie, którzy żyli w niewoli lub którzy byli prześladowani mogli być przepełnieni pokojem i widzieć swoje życie i świat jako coś, co kochają. Myślę, że tak… Przecież ci ludzie – kochali życie, choć inni im je odbierali… Czy kochali świat? Myślę, że chcieli na nim żyć szczęśliwie – lecz ktoś ich szczęścia pozbawił – ale mimo to wierzę, że świat był ich domem – mimo to, że ludzie pozbawili ich tego świata… tęsknili za nim.

Świat może jawić się jako zły dla wielu – dlatego, że ludzie go takim uczynili.

Oczywiście, nie wszyscy mamy równy start. Są tacy, którzy rodzą się w zbytkach i tacy, co od dziecka doświadczają ubóstwa. Niestety nie tylko ubóstwa materialnego – ale również duchowego czy rodzinnego. Ci również, mogą powiedzieć moje życie jest nic nie warte… Ale znam ludzi, którzy nie mieli w życiu łatwo, a uczynili je – dobrym. A znam takich, którzy urodzili się w zbytkach, a przegrali wiele…

To my czynimy świat złym – lub dobrym… Tak bywa z każdą sytuacją – gdy jesteśmy zdrowi, czy chorzy, czy nas lubią czy nie… Można pewnie wiele sytuacji wymienić – a i tak kończy się wszystko jednym – to my czynimy świat dobrym lub złym,

Prawdą też jest, że musimy umrzeć – ta prawda nikogo nie ominie. Nawet gdyby człowiek miał wszystkich lekarzy w garści – nic nie pomoże…

W kontekście tego umierania, człowiek może przyjąć również różne postawy – tak jak z życiem. Albo śmierć i nic więcej, albo śmierć i życie. Choć to już prawda, która nie tylko od nas zależy. Bo prawdę tą przyniósł nam Jezus jako Dobrą Nowinę – choć poza tym – i tu pozostawia nas wolnymi. Albo uczynimy śmierć czymś dobrym – albo czymś złym. Tutaj znów do nas należy decyzja.

Kiedy córka mówi mamie o tym, że „jak się narodziła to i musi umrzeć” – mówi tylko pół prawdy.

Prawda leży po stronie decyzji, którą w tym przypadku podejmuje chora matka. Może przecież ona powiedzieć – że ja się narodziłam po to, aby żyć… Jeśli matka wie co to znaczy, bo przez całe życie do tego dojrzewała, to w tym przypadku raczej do córki należy, zrozumienie tego przesłania…

Nie zawsze, kiedy mowa o śmierci, musimy mieć też na uwadze śmierć fizyczną. Może być również i tak, że matka powie do córki – widzisz, ja żyję – a ty już umarłaś… – bo nie masz wiary i Boga w sobie.

Kto więc tak naprawdę żyje, a kto umiera?

Dziś zadaję sobie pytanie w dniu zadusznych – o jakość i sens życia… i o to jaką kreuję w sobie postawę.