Dzieci w natarciu ...

Dzieci w natarciu …

Poszliśmy dziś coś zjeść do jednej z restauracji w Zakopanym. Po kilku godzinach spędzonych na stoku, ten czas miał się stać momentem odpoczynku. No cóż, do najlepszych narciarzy nie należę, a więc kilka zjazdów i upadków spowodowało jakieś chwilowe zmęczenie. Poszliśmy do miejsca mi znanego – wiem, że tam zawsze można coś dobrego, a zarazem smacznego zjeść i to w bardzo przyzwoitej cenie. Kiedy już zamówiliśmy danie, nagle zaczęła nam przeszkadzać para dzieciaków, których przyprowadzili rodzice. Biegały po całej sali i dość głośno „rozrabiały”. No cóż dzieci – jak dzieci, mają do tego prawo. Choć jedno nas zastanowiło – czy są jakieś granice, tego „bawienia się” i biegania, bo nagle zobaczyliśmy, że dzieci z lady zaczęły podbierać podstawki do piwa i nimi rzucać. Kelnerki nie reagowały – niechby tylko spróbowały – „klient nasz pan”! Bardziej więc zainteresowała nas reakcja rodziców – a raczej brak reakcji. Byli zajęci sobą i znajomymi z którymi siedzieli i pili piwko. Przecież dzieciom nic się nie dzieje! Nie chodzi mi więc o same dzieci, ale może bardziej o rodziców – tak byli zajęci sobą, że dzieci w ogóle ich nie interesowały oraz to co, one robią. Kompletnie brak reakcji… Czy są jakieś granice – do których musiałoby posunąć się dziecko – aby rodzić coś zrobił? Pójdę może dalej – czy ludzie, którzy wokół siedzą – łącznie z nami – oraz kelnerki, które jak widać – były nieco zdenerwowane – mają coś do powiedzenia, wobec tego braku zainteresowania rodziców. Ktoś może powie, to trzeba było wyjść! Może i tak, ale skoro to miejsce mi odpowiada, to w imię czego? Chodzi mi nie o samą tę sytuację, ale o coś głębszego. Coraz częściej można spotkać ludzi, którzy zajęci są sobą. Nie liczą się z tym, że ktoś jest obok nich i również tak jak oni mają prawo do egzystowania. Chodzi więc o to – aby mieć umiejętność dostrzegania innych wokół siebie. Nie liczę się tylko ja – ale wszyscy są ważni… Życie między sobą oparte jest na wolności – ale nie  na samowoli – wolność zaś jest umiejętnością takiego życia aby nie zabierać wolności innym. Dużo o tym mogą powiedzieć, Ci, którzy mieszkają w bloku. Blok skupia w sobie pewną grupę ludzi, o innych upodobaniach, charakterach, czasie pracy itp. Aby w tym miejscu, życie było znośne – trzeba ustalić pewne zasady, reguły funkcjonowania tego domu, w innym razie, jeśli nie ma tych zasad – to prędzej czy później będą „samobójstwa” – człowiek nie wytrzyma, jeśli będzie „wolnoć Tomku w swoim domu”, czyli każdy będzie robił co chciał, zabierając jakąś przestrzeń innym. Może warto uczyć się jakiejś wrażliwości, aby nagle w tych różnych swoich potrzebach nie stać się egoistą… Gdyby człowiek nie widział innych i ich potrzeb, bardzo szybko świat przestałby istnieć. Pozabijalibyśmy się na wzajem. Dziękuję Bogu za każdy przejaw ludzkiej wrażliwości. Ta błaha sytuacja z knajpy – pokazuje tylko, że niektórym takiej wrażliwości trochę brakuje… Bo przecież tworzenie wspólnoty, społeczeństwa nie opiera się tylko na wielkich rzeczach, ale również na tych prozaicznych, błahych… Dziękuję dziś Bogu za tę sytuację, ona i mnie wiele uczy, bo przecież ja też należę do społeczeństwa i też muszę być ciągle czujny, aby tej wrażliwości nie utracić. Przecież też mogę widzieć niewiele więcej – niż czubek własnego nosa. A więc to tylko jeden z licznych dowodów na to, że uczymy się przez całe życie …