Dylemat... Panie pomóż mi...!!!

Dylemat… Panie pomóż mi…!!!

    Miałem dziś ciekawą rozmowę – zresztą zostałem do niej wręcz wciągnięty na naszym spotkaniu z Apostolatem. Problem dotyczył dość ważnej kwestii. Zacznę od przytoczenia problemu. Jedna z pań, która uczestniczyła w spotkaniach ma następujący dylemat. Jej bratanica niebawem będzie wchodziła w cywilny związek, mimo próśb owej pani, aby związek został potwierdzony sakramentem – która zresztą nie rozmawiała z dziewczyną, lecz tylko z ojcem owej młodej – decyzja nie została zmieniona. Okazuje się, że ostatecznie sprawa już nie dotyczy samej ceremonii – bo podobno owa młoda dziewczyna niewiele ma wspólnego z Kościołem – ale, o to, że ojciec tej dziewczyny, a brat naszej głównej bohaterki – nic nie zrobił, aby wyrazić swoją dezaprobatę, a do tego finansowo dołożył się do imprezy, która będzie po zawarciu tego związku. Finał jest taki, że jeśli nikt w rodzinie, nie jest w stanie wyrazić swojego niezadowolenia – to w ramach – jak to pani ujęła – świadectwa – idąc za słowami Jezusa, aby brata i siostrę upomnieć jeśli źle czynią – zdecydowała się nie uczestniczyć w tej ceremonii, sądząc, że taka decyzja odbije się dość mocnym echem i stanie się punktem przemyśleń i zmian.

    Po chwili zastanowienia się doszedłem do następującego wniosku. Poniekąd – pani ma rację – przecież trzeba wyraźnie wykazywać błąd drugiego – tym bardziej, że nasza bohaterka posłużyła się kolejnym cytatem, że Chrystus przychodzi po to, aby przynieść rozłam – ojciec, będzie przeciw synowi, matka, przeciw córce itd…, że niby trzeba zaprzeć się siebie, aby być nie letnim, ale zimnym lub gorącym. Jest to pewna droga – droga sprzeciwu wobec grzechu. Ale wysnułem również inny wniosek. Przypuśćmy, że każdy grzech jest swoistego rodzaju chorobą, która dotyka człowieka. Polega on na tym, że pozbawiamy się kontaktu z Bogiem. Zresztą ceremonia świecka – sama w sobie zakłada, że Boga nie zapraszamy do związku. Czy można odwrócić się od takich ludzi, którzy grzeszą? W Piśmie Świętym są fragmenty ukazujące zachętę do tego, aby zerwać relację z tymi, którzy trwają w grzechu – ale to raczej w kontekście – ochrony swojej wiary – aby ona nie została zniszczona – jeśli jest na-domiar tego słaba. Ale raczej nie podejrzewałbym o to ową panią.

    Wydaje mi się, że człowieka w chorobie należy leczyć! Czy owo wylanie „zimnej wody” na parę narzeczonych i rodzinę – przyniesie skutek leczniczy – tego nie wiem? Ale mamy kilka fragmentów w Piśmie Świętym,  które ukazują Jezusa, jako tego, który wychodzi, ku ludziom chorym i grzesznym. Niech przykładem będzie – gościna w domu Zacheusza – gdzie wielu się buntuje przed takim zachowaniem. Inny przykład – to spotkanie przez Jezusa prostytutki, która ociera mu włosami nogi oraz wiele przypowieści – choćby o zbłąkanej owcy, którą Jezus – jako Pasterz poszukuje. Wymieniać można by wiele… Czy wiec warto iść na to przyjęcie czy nie? Myślę, że rezygnacja z kontaktów z bliskimi, może zamknąć pewną drogę dotarcia do osób chorych. To świadectwo buntu – może być bardzo niebezpieczne – wprowadzając w życie tych osób żal. Pójście na przyjęcie – nie musi być znakiem aprobaty. Ważne, żeby nie rozmyć pewnej intencji – nie idę, aby cieszyć się ze wszystkimi w pełni, pełnia będzie wtedy, kiedy w związku i rodzinie pojawi się Bóg. Ale nie na zasadzie, aby ciocia się cieszyła – ale autentycznie, aby wiara była podstawą życia. Idę również z szacunku do bliskich osób. Jest to też szansa na to, aby szukać sposobów na rozmowę i kontakt – z ojcem młodej, który pewnie ma słabą wiarę – skoro jego córka nie zna Boga, a on sam nie ma wpływu na jej decyzję i chyba nie miał – skoro wiary nie udało mu się jej przekazać. Jest to też szansa na rozmowę z ową młodą dziewczyną już w cztery oczy – bez pośredników – o tym, jaki jest Bóg. Nie będzie to zadanie łatwe. Ale poszukiwanie zagubionej owcy – to nie tylko zwykła historyjka, którą się fajnie słucha na mszy – lecz pójście w nieznane, tam gdzie można się również narazić. Myślę, że nie straci się przy tym autentyczności i świadectwa.

    Pani prosiła o modlitwę – bo na chwilę obecną jest dalej skłonna zrezygnować z rodzinnego spotkania – ale owa prośba – myślę – staje się okazją do tego, aby Duch Święty był wysłuchany w praktyce.